Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mścić sprawiedliwie!

<< < (22/24) > >>

Adaś:
Staliśmy grzecznie otuleni mrokiem ciemnej uliczki. Nasza kochana długoucha zajmowała się plotkami obserwacją domu jaśnie pani zgwałconej. Sam rozglądałem się po okolicy co chwilę spoglądając w kierunku budynku. Trochę postaliśmy w miejscu nim coś się zaczęła dziać. Kalista z kimś wyszła z domu, natomiast jak to wcześniej powiedział inny narrator, przed drzwiami ustawiła się tępa łysa dzida, co tylko prać po mordach potrafi.
Nagle dzida zaczął szybko wracać do domu, a elfka jak to na kobietę przystało panikować. Położyłem jej spokojnie rękę na ramieniu i powiedziałem uspokajającym głosem:
Spokojnie, chodźmy znaleźć jakieś inne wejście. Czas by krew się polała. Ostatnie słowa wymówiłem w dziwny sposób, baczny widz mógłby dostrzec nagły błysk w moim oku, na myśl o nadchodzącej walce.

Nessa:
Ale elfka nie była spostrzegawcza. Zasłony z frontu domu Kalisty były nietknięte, a nikt przez nie nie zerkał, więc Kruku mogły ruszyć na bok domu, gdzie ich oczom ujrzały się niepozorne drzwiczki. Gdy Nessa zerknęła przez niewielką szybkę, dostrzegła, że prowadzą do kuchni. Zamek nie był wyzwaniem dla mężczyzn nawet bez złodziejskich umiejętności. Był zwyczajnie słaby podobnie jak drewno i mocniejsze szarpnięcie mogłoby zniszczyć tę przeszkodę.
- Czyńcie honory.

Adaś:
Jak sobie życzysz piękna damo.
Grzecznie się ukłoniłem prze elfką, po czym, cofnąłem się o krok od drzwi. Postanowiłem zademonstrować starożytną sztukę Dracońskiej walki zwanej rozerdoldrzwizkopniaka. Nauczyłem się tej sztuczki będąc jeszcze płodem w macicy matki. Było tam strasznie mało miejsca i trzbea było sobie je kopniakami powiększać.
Nagle dźwignąłem nogę i kopnąłem z całej siły w drzwi. Pierwszy kopniak spowodował obluzowanie się zamka. Drugie kopnięcie dokończyło dzieło, drzwi nie miały prawa się nie otworzyć. Uchyliłem je bardziej niż były i zajrzałem do środka. Nie było widać żadnych oznak życia. Ukłoniłem się niczym lokaj przed długouchą zapraszając ją do środka:
-Panie przodem.

Nessa:
- Dżentelmena zgrywasz, gdy trzeba wchodzić w takie miejsca?! - Zapytała Nessa z udawanym wyrzutem, po czym uśmiechnęła się szeroko, maskując ogromny niepokój, jaki ją ogarnął. W mieczem w dłoni weszła do domu.

W kuchni nikogo nie było, więc Kruki kierowały się dalej. Nie musiały się bardzo starać, by nie narobić hałasu, gdyż z salonu dobiegły ich podniesione głosy mężczyzn. Stali nas skrzynią. Jeden z nich trzymał zapaloną świecę. Trzeba było działać.
- Spalmy to, jak dziewka mówiła!
- Sprzedajmy komuś. Może ktoś zapłaci złotem za te dowody.
- Idioto! Wszystko pójdzie na nas. Przecież jej pomogliśmy! Sama by nie udusiła tej kobyły! Tutaj są dowody. Spalimy je i wszystko ucichnie.
- Chyba że ta trójka zacznie coś węszyć...
- Srał ich pies!


--- Cytuj ---ÂŁysy osiłek x3
Ekwipunek:
1
Nazwa broni: Bandyckie ostrze
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 22
Wytrzymałość: 14
Opis: Wykuty z 55 sztabek stali o zasięgu 0,9 metra. Obosieczne ostrze ze stali najwyższej jakości. Nowa i prawie nieużywana broń.
Wymagania: Walka bronią sieczną [75%]
2
brak

3
brak

4
brak

Odzienie
Nazwa odzienia: Strój ochrony
Rodzaj: zbroja miękka
Typ: strój
Wytrzymałość: 6
Opis: Uszyty z 100 kawałków bawełny. Niedawno sprowadzony na zamówienie Kalisty Gruber.
Wymagania: Używanie zbrój miękkich

Statystyki postaci

Specjalizacje:
Walka bronią sieczną [75%]

Umiejętności nabywane:
Używanie zbrój miękkich
Akrobatyka

Umiejętności rasowe:
Potencjał magiczny
Potencjał chemiczny
Ciało z gliny
Ulubieniec bogów
Bystry umysł

Magia:
--- Koniec cytatu ---

//: Nie da się bez rozlewu krwi. Załatwcie to jakoś ładnie bez nadziei na pomoc ze strony elfki ;]

Arti:
  Młodzieniec miał już dość. Jego idealne i boskie ciało było całe posiniaczone i obolałe.
Ra wyrwał przed Adamusa. Liczył, że szybki atak przy użyciu jego bajecznej broni pozwoli im zmniejszyć ilość przeciwników o "jeden" w sposób szybki i nie-humanitarny. Jak postanowił takoż uczynił - wparował do pomieszczenia i w mgnieniu oka wystrzelił ze swojej wyrzutni prosto w twarz jednego z osiłków. Mechanizm tego ustrojstwa był bardzo zmyślny. Sztylet zyskiwał taką prędkość, że niemal mógł ścigać się ze strzałą. Jego pęd ciął powietrze jak ciepły nóż masło.
 Nie było żadnych - nawet najmniejszych szans by ten opryszek uniknął sztyletu pędzącego z taką prędkością. Jego twarz w ciągu chwili zamieniła się w mozaikę krwi i kawałków kości. Dwóch jego "pobratymców" jedynie przyglądało się masakrze jakiej dokonywał pęd ostrza.
To za prosiaczka

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej