Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mścić sprawiedliwie!

<< < (23/24) > >>

Adaś:
Długo nie szliśmy aż usłyszeliśmy głosy kłócących się łysych pał. Nim się spostrzegłem Ajnsztajn już działał. Ruszyłem w pędzie tuż za nim, widziałem jak jego ukryta wyrzutnia robi miazgę z twarzy jednego z oprychów. Postanowiłem nie być gorszy. Ruszyłem biegiem na jednego z oprychów, wbiegłem do salonu. Umiejętnie wyminąłem wszystkie meble, dwa metry przed jednym z oprychów skoczyłem przewracając go. Pod czas upadku przyłożyłem błyskawicznie rękę do jego brzucha i zgiąłem mały palec. Krew zaczęła powoli się sączyć z rozciętego brzucha. Kiedy wyciągałem ostrze z ciała "poszkodowanego" dostąpiłem nagłego przypływu energii. Brutalność we mnie się zmogła, zacząłem brutalnie w leżące ciało wbijać ostrze. Kto wie ile razy to zrobiłem, moje wyżywanie się przerwał nagły świst broni wydobywanej z pochwy.  Błyskawicznie zerwałem się na nogi i zacząłem taniec śmierci. Powoli okrążałem przeciwnika. Ostrze było cały czas wysunięte, w oczekiwaniu na ruch przeciwnika. Oprych widać był trochę jeszcze zdezorientowany a zarazem wściekły, przez to co spotkało jego kolegów. W końcu się w miarę otrząsnął, równocześnie rzucając się na mnie. Szans najmniejszych sparować cios ostrzem nie miałem, cofnąłem się o dwa kroki, zrobiłem unik w bok. No i co się stało?Dowiecie się po krótkiej przerwie na reklamę! Oczywiście wpadłem na fotel i przewróciłem się pod nogi łysego. Ten się o mnie potknął i oboje wylądowaliśmy na ziemi. Musiało to  komicznie wyglądać. No ale nie było tego złego co by na dobre nie wyszło, błyskawicznie znalazłem się na przeciwniku. Już miałem mu wbić ostrze w szyje gdy ten chwycił moją lewą rękę w przegubie. Zaczęło się mordercze siłowanie nasze ręce spoczywały na moim nadgarstku i się uporczywie siłowały. W końcu się zdenerwowałem, oderwałem prawą rękę, uderzyłem mendę w twarz. Przeciwnik był przygłuszony, nie mógł już stawiać zbytniego oporu. Jedne mocniejsze dociśnięcie i z szyi zaczęło się bujnie lać. Było już po walce, wstałem przetarłem czoło z potu i powiedziałem jakby sam do siebie:
-To by było chyba na tyle.

Pozostali przeciwnicy 0/3 :P

[użyte ukryte ostrze]

Nessa:
Mężczyzna raniony przez Aertha leżał na ziemi i powoli konał, na co wskazywały zaciskające się coraz wolniej pięści. Ostrze wystawało mu z wewnętrznego kącika oka, które rozlało mu się na całą twarz.
Na środku pomieszczenia stał kufer. Zamek nie wydawał się być zbytnio skomplikowany, gdyż potencjalnych złodziei powinna odstraszyć masywność przedmiotu. Teraz wypadało tylko otworzyć ów zamek.

Elfka w tym czasie zwiedzała kuchnię Kalisty, a konkretnie misę, gdyż po starciu zrobiło jej się bardzo, ale to bardzo niedobrze.

Adaś:
No to bierzemy się do kufra.
Powiedziałem spokojnie do Aertha. Udałem się w kierunku kuferka, po drodze zacząłem wyciągać moje "uniwersalne klucze do każdego zamka" zwane wytrychami. Uklęknąłem spokojnie przed kufrem i zacząłem powoli grzebać w zamku. Nim zacząłem pracę usłyszałem z kuchni dziwne odgłosy, jakby ktoś wymiotował. Doszło do mnie że to musi być nasza kochana kobitka co słaby żołądek ma. W  momencie przyszło mi chamskie pytanie do głowy. Nie wstając krzyknąłem do elfki:
-Kochanie a kto jest tym szczęśliwcem?
Zacząłem się trochę śmiać do siebie, równocześnie obracając dwoma wytrychami w zamku. Jakąś wprawę już sobie wyrobiłem, a zamek był prosty do otwarcia.  Nie minęły trzy obroty w prawo i dwa w lewo, a w zamku coś się strzeliło....

Nessa:
Oczom mężczyzn ukazały się dwie rzeczy - koperta i kawałek cienkiego, choć wytrzymałego materiału. Służka została uduszona, więc najpewniej Kruki ujrzały nic innego jak garotę. W kopercie znajdował się list Kalisty do jej ojca, który najpewniej powinien zostać znaleziony, gdyby sprawy potoczyły się nie po myśli dziewczyny. Gruberówna przyznawała się w nim w sposób mocno ubarwiony i czyniący z niej ofiarę do udziału w morderstwie, jednak nic nie wspominała o gwałcie, a jedynie prosiła mężczyznę o wyrozumiałość i pomoc.

Blada Nessa wróciła do salonu, a Kruki musiały teraz jedynie zadecydować, co robią dalej - oddają Kalistę w ręce sprawiedliwości, czy wykonują powierzone im przez Grubera zlecenie.

Arti:
 - Jakim typem organizacji mamy być? Inteligentnymi zabójcami na zlecenie czy raczej bandą szajbusów mordujących co tylko się rusza? - zapytał retorycznie Aerth. - Nie powinniśmy zabijać niewinnego. - dodał.

/// JUTRO MAM PRAKTYCZNY ;[

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej