Tereny Valfden > Dział Wypraw

Gdy mrok ostrzy szpony: pierwszy krok

<< < (14/22) > >>

Anv:
- Się wybieracie gdzie? Muszę tego wszystkiego przypilnować. Miejsca zbrodni nie macie zamiaru obejrzeć? - zapytałem  spoglądając na mężczyzn unoszących ciało. Gdy zaczęli je wynosić ruszyłem za nimi.

Eric:
- Dyplomatą to ty nie będziesz - mruknął i podszedł do generała, który o mało co nie zaczął piszczeć z ekstazy będącej owocem ryzykownej walki na śmierć i życie, widokiem krwi i zasianą przezeń śmiercią. Istotnie, siła perswazji Sado była znikoma. Choć może to zabójca był aż tak lojalny wobec swojej organizacji? Diomedes w każdym razie miał nadzieję, że może uda się pojmać tych zabójców, którzy walczyli z draconem. Ten radził sobie na tyle dobrze, że Nivellen nawet nie myślał o tym, by mu pomóc. ÂŁuskowaty mógłby mieć mu to za złe.

Sado:
Sado podszedł do jednego trupa i otworzył mu powieki.
- Æpają ich - stwierdził krótko, patrząc po oczach. - Takie miałem wrażenie, jak z nim walczyłem. Są wręcz zaprogramowani na pewne sytuacje, ale silne emocje odczuwają o wiele mocniej. Ktoś zrobił z nich posłusznych piesków jakimś narkotykiem. Uwierz mi, chłopczyku, moja siła "perswazji" jest na tyle dobra, że uwierzyłbyś, że jesteś kutasem dracona, gdybym tylko zechciał ci to wmówić - odwarknął, przeszukują ciała. 

Wątek 2:

- To se pilnuj tego miejsca zbrodni, amatorze. Zabieramy trupa do kryjówki straży nocnej, gdzie go potniemy, sprawdzimy kim był, co brał i czy nie zaaplikowano mu jakiejś trucizny. Nic tu po was.

Dragosani:
Osobnik pieszczotliwe nazywany ÂŁuskowatym właśnie złorzeczył na wszystko wokół. Oczywiście nie mógł się zbyt długo oddaj tej uspokajającej czynności. Dwaj pozostali zabójcy już do niego leźli. Najwidoczniej zorientowali się, że mimo ran Zeleris jest niebezpieczny, gdyż zmienili taktykę. Po pierwsze, próbowali obejść go, aby zaatakować z dwóch stron. Po drugie, robili to cholernie szybko. Mag miał mało czasu. Nie chciał ponownie zostać posiekanym. To bardzo źle wpływało na cerę. Moc pobrał instynktownie. Zbyt wiele razy to robił, aby był to problem. Zabójcy byli coraz bliżej. Moc ukształtowała się w jego wyobraźni również instynktownie. Dalej było tylko wyciągnięcie dłoni i inkantacja. Skrócona, aby nie tracić czasu.
- IHIGI! - z dłoni dracona wystrzelił piorun kulisty, kierowany psioniką ku nadbiegającemu zabójcy. Ten próbował uskoczyć, lecz blask pocisku oślepił go. Poza tym sam piorun był kierowany. Pocisk z głośnym hukiem uderzył w napastnika, odrzucając go do tyłu. Biedak już w locie był martwy, na co wskazywało zwęglenie jego piersi. Flamel usłyszał za sobą coraz bliższe szybkie kroki. Odwrócił się. I cudem uniknął ostrza. Ruch głową podczas odwracania się, zmylił na moment przeciwnika. Ostrze miecza uderzyło w róg Zelerisa. Dość płasko, dzięki czemu ześlizgnęło się w górę. Mag w mig się otrząsnął i instynktownie uderzył psionicznie. Napastnik czując cios niewidzialnej mocy wrzasnął i odleciał na kilka metrów. Zel nie chciał ryzykować. Wyciągnął w jego kierunku różdżkę i aktywował ją.
- IGNI. - ognista kula pomknęła ku otrząsającemu się mężczyźnie. Płomień rozbił się o jego pierś. Wrzask płonącego i umierającego w męczarniach zabójcy z pewnością był muzyka dla uszu generała Szwadronu. Zeleris tymczasem opadł  na ziemię, podtrzymując się rękami. Potrzebował pomocy medycznej. Krwawił i był zmęczony używaniem magii. 
Wszyscy martwi

Anv:
- Skoro tak mówicie. Zostawiam wam sprawę. Nie będę się użerał z ignorantami. - odparłem i szybko odwróciłem się na pięcie w stronę Aragorna idącego za mną. Mijając go, chwyciłem go za ramię, obracając tak by szedł w tym samym kierunku co ja. Pewnie był zdezorientowany, ale ja miałem już plan. Gdy odeszliśmy dostatecznie daleko, by nas nie słyszeli, zatrzymałem się.
- Nie ufam im, chcę sprawdzić gdzie idą, co zrobią. Infiltracja. Ale tak, żeby tego nie zauważyli. Rozdzielamy się i idziemy za nimi. - wytłumaczyłem kapralowi, po czym kiwnąwszy głową wybiłem się z nóg mocno do tyłu. Staliśmy pomiędzy budynkami, co umożliwiło mi pewną akcję. W locie, skręciłem tułów najmocniej jak mogłem, rękami łapiąc się gzymsu ściany, na która leciałem. Nogami także się o nią wsparłem. Gwałtowne podciągnięcie na rękach i już byłem na dachu małego domku. Ruszyłem tym sposobem za strażą. Skoki między budynkami nie były dla mnie jakimś szczególnym wyzwaniem, z racji mojej siły bestii. Awaryjnie zawsze mogłem ratować się lewitacją.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej