Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy mrok ostrzy szpony: pierwszy krok
Koza123:
Konrad postanowił najpierw zająć się mniej groźnie wyglądającym przeciwnikiem. Podbiegł do niego i ciął od lewej do prawej, a także odwrotnie. Napastnikowi za każdym razem udawało się odskoczyć i uniknąć ostrza młodzieńca. W końcu zabójca przeszedł do ataku. Kiedy próbował wbić młodemu łowcy sztylet w brzuch, ten wytrącił oponentowi z ręki niewielką broń. Zanim dobył dłuższego i groźniejszego miecza, Artin wykonał bardzo szybki i dokładny cios odcinając ucho przeciwnikowi. Kiedy wróg złapał się ręką za miejsce, w którym jeszcze niedawno znajdowało się jego ucho, Konrad podbiegł do niego, złapał, a następnie przebił mu brzuch mieczem. Ostrze przeszło na wylot. Teraz pozostał drugi, bardziej wymagający przeciwnik. Młody wojownik stanął w miejscu. Chwilę patrzył na kolejnego nieprzyjaciela. Następnie, wróg ruszył z mieczem w kierunku młodzieńca. Oponent wykazał się sporą zręcznością. Konrad głównie blokował jego uderzenia, żadko kiedy wyprowadzając niezbyt skuteczne ataki. W końcu jednak wpadł na dobry pomysł. Czekał na odpowiedni momet. W końcu przeciwnik zaatakował z niewielką siłą. O to właśnie chodziło Artinowi. Zablokował, a następnie odbił atak nieprzyjaciela. Następnie, aby bardziej zdezorientować przeciwnika, przerzucił broń, po czym zbliżył się do zabójcy jeszcze bardziej i wykonał cięcie od dołu do góry, które spowodowało powstanie obszernej rany ciągnącej się od prawego biodre, do lewego ramienia. Przeciwnik padł na ziemię, zaś Konrad dla bezpieczeństwa wbił jeszcze miecz w jego klatkę piersiową.
1/1 zabójca, 1/1 elitarny zabójca
//Otrzymuję 50 Sz, tak?
Eric:
Diomedes z niezadowoleniem zauważył, że mierzy się na niego trzech przeciwników, z czego tylko jeden wydawał się być nieco mniej doświadczony od pozostałych dwóch zabójców. Niepewnie przestąpił z nogi na nogę i powolnym, ostrożnym krokiem począł zbliżać się w kierunku tej niewielkiej grupy, równocześnie rozglądając się za dobrym miejscem do stoczenia ciężkiej walki. Niestety takowego nie wypatrzył, więc postanowił zdać się na swoje umiejętności i szczęście. Półkolem zaczął zbliżać do trojga zabójców, kręcąc mieczem rozleniwione młynki. Nagle, zupełnie dezorientując przeciwników, puścił się prędkim biegiem i zamachnął mieczem znad ramienia na jednego z zabójców. Ten przytomnie ułożył swą broń w skutecznej paradzie, ale Diomedes prędko przerzucił ciężar ciała na drugą nogę i wykonując obrót zamachnął się półkoliście prosto na żebra przeciwnika. Szczęk stali rozległ się głośno, kiedy dwie klingi zderzyły się i obaj walczący zaczęli się siłować. Przewagę miał Nivellen, który wybijając się z kolan pchnął przeciwnika do tyłu, sam również odchylił się, by wyprowadzić precyzyjne kopnięcie prosto w szczękę zabójcy. Stopa Diomedesa spotkała się z twarzą przeciwnika i odrzuciła go do tyłu, w tym czasie jednak drugi z odzianych w ciężkie płaszcze osobników zaczaił się za jego plecami i wymierzył celne pchnięcie prosto w łopatki. Diomedes w ostatniej chwili odskoczył i od razu musiał zasłonić się paradą przed ciosem, który wyszedł od tego groźniejszego członka wesołej gromady. Odskoczył jak rażony prądem i zorientował się, że plecami przylgnął do muru. Był w takim położeniu dość odsłonięty, co wykorzystał zabójca, który wcześniej został obdarowany kopniakiem i teraz właśnie wstawał, masując sobie obolałą szczękę. Natychmiastowo doskoczył do kaprala Szwadronu i z podłą mściwością w oczach pchnął w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się jego klatka piersiowa. Właśnie, jeszcze przed chwilą. W tym czasie Diomedes kucnął i silnym pchnięciem przebił brzuch przeciwnika. Ten krzyknął przeraźliwie, z zaskoczeniem reflektując, że przez jego ciało przechodzi śmiertelna dawka hartowanej stali. Przez chwilę jeszcze łypał groźnie na Diomedesa, ale kilka splunięć krwią i ciągły krwotok z podbrzusza osłabiły go, aż w końcu pozbawiły życia. Kolejny przeciwnik już wybiegał mu na spotkanie. Nivellen z morderczym wysiłkiem dźwignął miecz, na którym ciągle wisiał zabójca i cisnął nim pod nogi drugiemu, nadbiegającemu wzdłuż muru. Potknął się on na rzuconej przeszkodzie z jego martwego kompana i doskonale wystawił do ciosu. Diomedes zamachnął się zza pleców prosto na czaszkę zabójcy, lecz ten wykazał się wystarczającym sprytem, by w ostatniej chwili odepchnąć się ręką od muru i przeturlać obok ostrza Nivellena, które wbiło się w miękką ziemię i utkwiło tam na chwilę. Chwilę wystarczającą, by trzeci przeciwnik podbiegł i wykonał celne, łukowe cięcie z nad prawego ramienia. Diomedes nie zdążył wyswobodzić klingi z więzów otaczającej jej ziemi, więc zasłonił się tylko częścią ostrza i uskoczył w tył. Przeciwnik w tym czasie zdążył jednak godzić jego rękę sztyletem. Nivellen syknął z bólu i przeturlał się w bok. Wstał, podpierając się na mieczu i natychmiast podbiegł do elitarnego zabójcy. Zamachnął się znad głowy i ciął prosto na czaszkę przeciwnika, ten jednak zdążył wykonać paradę i szybko wyprowadzić niebezpieczny kontratak na klatkę piersiową kaprala Szwadronu. Jemu jednak udało się zablokować ów cios. Przejął siłę uderzenia przeciwnika, wyskoczył w powietrze i raz jeszcze ciął z góry w potężnym ataku z wyskoku. Postać w czerni po raz kolejny wykazała się niebagatelnymi zdolnościami szermierczymi, kiedy znów idealnie w punkt zablokowała to śmiertelne uderzenie. Teraz jednak nie zdążyła wykonać kontrataku. Diomedes szarpnął brutalnie swój miecz i wykonał szybki obrót, zamachując się na szyję zabójcy. I znów jego atak został zablokowany, teraz jednak Nivellen natychmiastowo przełożył miecz za plecy i zamachnął się zza nich ponownie na czaszkę przeciwnika. Ten widocznie nie spodziewał się takiego zagrania, gdyż parada, którą próbował się ochronić, była niezbyt dokładna i dość niepewna, ostrze Diomedesa gładko zsunęło się po ostrzu przeciwnika i zatopiło w jego czaszce, uwalniając na zewnątrz gejzer buzującej krwi. Tymczasem z tyłu już nadbiegał kolejny zabójca, widać było jednak po nim, że widok towarzyszy, którzy teraz najpewniej stali przed obliczem Rashera i rozliczani byli za swoje winy, wzbudził w nim strach, wręcz panikę. W lekko roztrzęsionej dłoni trzymał miecz, w drugiej zaś sztylet i obiema tymi broniami zamachnął się, tworząc niebezpieczny wir, trudny do sparowania. Diomedes uskoczył przed śmiertelnie zaostrzonymi końcami kling i wyczekiwał dobrego momentu, by zatrzymać atak zabójcy. Kilka z takowych skończyło się fiaskiem; jego miecz z trzaskiem odbijał się od wirujących ostrzy. Ostatnie jednak wybiło go nieco z równowagi i dało Diomedesowi sposobność do skończenia tej trudnej walki. Młodzieniec skorzystał z niej i zatopił swe żądne krwi ostrze w brzuchu zabójcy.
Diomedes: 0/2 elitarnych zabójców, 0/1 zabójców.
Mogul:
To tutaj się chyba nic nie wykombinuje, lecimy do drugiego może, co?
Xvier aep Deler:
- Dobra nic nie zdziałamy, może tamten coś nam powie.
Sado:
Sado oblizał się po ostach, zbierając krew językiem. Machnął mieczem, obryzgując posoką twarz jednego z przeciwników. Krople krwi wpadły mu do oka. Zabójca mimowolnie się cofnął. Sado wykorzystał ten moment, próbując ataku. Drugi zabójca od razu skoczył w boku, zasłaniając kompana mieczem. Białowłosy pchnął wroga do przodu, wybijając go z równowagi, i znów zaszarżował. Tym razem zabójca ze sztyletem odciągnął swojego przyjaciela. Broń Sada świsnęła, przecinając powietrze. Białowłosy jęknął, zasłonił połowę twarzy dłonią i odsunął się w tył.
- Jak bracia. O kurwa, o tak! Pamiętam, pamiętam! - wydukał bezmyślnie. W jego wspomnieniach mignęła wizja dwóch zaciekle broniących się braci, z którymi kiedyś walczył. Obaj oddali za siebie życie, próbując uratować się nawzajem. Sado rechotał ze śmiechu, gdy ich pokonał, a następnie naszprychował prochami i kazać zabić się nawzajem. A potem obserwował rozpacz brata, który przeżył i zdał sobie sprawę, co zrobił. Był tak przerażony, że aż popełnił samobójstwo. Ach, co za piękny wyraz miłości!
Białowłosy zaczął ciężko dychać, z ust pociekła mu ślina. Słabszego zabójcę przestraszył ten widok, ale silniejszy zauważył w nim okazję do ataku. Ruszył na Sada, zadając cios od góry. Białowłosy odbił broń przeciwnika zamaszystym uderzeniem od dołu. Zabójca aż otworzył usta ze zdumienia, widząc, jak siła wybija jego broń w górę, odsłaniając całą klatkę piersiową. Sado jednym pchnięciem dokończył swoje dzieło, przebijając brzuch wroga i łapiąc go za twarz. Zabójca zwymiotował krwią, która obryzgała dłoń białowłosego. Sado złapał miecz oburącz i obkręcił go we wnętrznościach, patrząc jak zabójca zwraca resztki jedzenia wymieszane z krwią. Wyszarpnął ostrze, po czym pchnął nim jeszcze raz, lecz w klatkę piersiową. Zabójca machnął głową i opuścił ją martwo na ramię. Sado wyciągnął broń z truchła i ruszył w stronę przerażonego wroga. Słabszy zabójca ścisnął mocniej sztylet, a lewą ręką wyjął miecz. Białowłosy uderzył z lewego ukosa. Zabójca spróbował bezmyślnie sparować atak sztyletem, ale ostrze miecza bez problemu złamało paradę i zsunęło się po ramieniu, dotkliwie je raniąc. To jednak nie przeszkodziło zabójcy. Drugą ręką wyprowadził atak z góry. Sado stanął pewniej na lewej nodze i obrócił całe ciało o kąt prosty, wykonując unik przed atakiem. Nietrafione uderzenie pociągnęło atakującego w dół. W chwili gdy opadała jego głowy, dowódca Szwadronu szybko uniósł nogę, z impetem uderzając kolanem prosto w twarz, rozkwaszając cały nos. Sado poprawił sytuację szybkim cięciem, atakując lewe przedramię, w którym bandyta trzymał miecz. Ostrze rozcięło mięsień, uniemożliwiając mu atak. Białowłosy zsunął kaptur z głowy nieznajomego, ścisnął za szyję i zapytał:
- Kto cię przesyła, gnoju? Jeśli powiesz, zabiję cię od razu, jeśli nie, będę cię męczył przez najbliższy miesiąc. Sprowadzę magów, żeby leczyli twoje ciało, które będę codziennie ranił!
Zabójca jednak spojrzał tylko na Sada z politowaniem, a następnie zaczął się krztusić. Zanim dowódca zdążył zareagować, zwalił się na ziemię półmartwy. Odgryzł i połknął język, skurwysyn! - pomyślał białowłosy, przeklinając w duszy.
wszyscy zabici
walka sieczną 75%
Wątek 3:
Doszliście do drugiego trupa. Sytuacja była identyczna: zero znak szczególnych, bełt w szyi.
//Kasę podliczę dla wszystkich na końcu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej