Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zdmuchując kurz
Anette Du'Monteau:
Alas wyciągnął dłoń w kierunku medalionu. Chwycił go krwawym szponem i obejrzał. Na jego twarzy malował się wyraz spokoju i ukojenia. -Dziękuje. - odparł. Za chwilę wypowiedział kolejne słowa, lecz był już słabo słyszalne. Brzmiały jak daleko odbijające się echo. -Długi...po prawo...niec...roda...cze...
Istedd:
Dla pewności mężczyzna cofnął się o krok. Drżał wyczuwalnie. Schylił się znowu po pochodnie. Tak ze źródłem światła w lewej, a mieczem w prawej dłoni stał przed nim nie rozumiejąc szeptów tamtego. Czuł się przez to bardziej niepewnie. Lustrował tamtego wzrokiem.
Anette Du'Monteau:
Alas, jednak rozpłynął się w powietrzu. Zniknęła postrzępiona zbroja, naderwany płaszcz i te dziwne oczy. Twoja świadomość nie mogła ci powiedzieć z czym miałeś do czynienia, lecz gdyby był tu zakonnik Bractwa, z łatwością by ci odpowiedział jednym słowem. Zjawa. Pytanie teraz czy sprawdzić resztę pomieszczeń w poszukiwaniu wstrętnych gremlinów czy spróbować kierować się słowami Alasa.
Istedd:
Istedd nie chciał i nie miał zamiaru czekać długo, aż jego głowa da mu odpowiedź. Pochodnia mogła wszak wypalić się, a jedno było pewne. Czekała go długa droga w obu wypadkach. Tak czuł. Zastanawiał się chwilę i postanowił udać się za wskazówkami zjawy, a zarazem przeszukiwać pokoje i tłuc gremliny, które nawiną się pod ostrze miecza. Tak też uczynił i ruszył przed siebie.
Anette Du'Monteau:
Wyszedłeś z powrotem na podłużny korytarz. Z pokoju naprzeciw wyleciał samotny gremlin. Rzucił się trzymając jakąś sztachetę i rąbnął nią cię prosto w plecy. Kończąc atak popędził jak szalony przed siebie, wgłąb korytarza.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej