Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zdmuchując kurz
Istedd:
Zwyzywał gremlina. Potem jego matkę. I matkę matki. I dziadka, aż po prababcie przewiercił całe drzewo genealogiczne stworka, nazywając ich bardzo nieładnie. Bardzo bardzo. Wpadł prędko na pewien pomysł, jak uciszyć na chwilę procę. Myśl ta uderzyła go w tej samej chwili, kiedy trafił w niego bolesny pocisk. Odpędził tamtego kilkoma ciosami miecza, chwycił truchło jednego z wrogów i cisnął nim w procarza.
Anette Du'Monteau:
Procarz zwinnie uciekł przed lecącym cielskiem. Nie na darmo natura obdarzyła te stworzenia takimi umiejętnościami akrobatycznymi. Po prawdziwie mistrzowskim uniku zadowolony z siebie zaczął podskakiwać. Wtedy pojawił się za nim Alas. Mężczyzna wyciągnął w jego stronę swoje dłonie. Rękawice oraz skóra na nich rozerwała się ustępując miejsca paskudnym szponom. Twarz szpakowatego towarzysza wykrzywił grymas cierpienia. W następnym momencie hakowate pazury przebiły gremlina. Alas szybkim ruchem zaczął rozpychać ciało, w którym utknęły jego dłonie. Słaba budowa ciała gremlina nie wytrzymała i stworek został rozerwany.
Istedd:
Istedd od początku czuł, że osoba ta jest nazbyt dziwna. Przeczuwał, że coś takiego się stanie; ale nie przypuszczał, że stanie się coś tak przerażającego. Cofnął się mimowolnie o krok. Chwycił pochodnie i wystawił ją w linii do Alasa. Tak samo uczynił z mieczem. Cofnął się dalej o krok czy dwa.
- C-czym jesteś?! - odezwał się przerażony. Był w piwnicy. Z czymś takim. Dobrze, że nie narobił w spodnie.
Anette Du'Monteau:
Ostatni z gremlinów uciekł gdzieś w kąt robiąc miejsce tajemniczemu wojownikowi.
-Jestem tylko dawnym Sojusznikiem. Muszę odzyskać to co mi skradziono, jeśli mi nie powiesz, gdzie to jest podzielisz jego los. - powiedział wskazując ręką uwalaną w krwi
Istedd:
- Nie wiem o co ci chodzi! - odezwał się błagalnym tonem. Po chwili jednak uderzyło go olśnienie. Rzucił pochodnię na ziemię i z kieszeni wyciągnął amulet, który znalazł po drodze i zwędził sobie. Miał nadzieję, że jak w starych opowieściach właśnie ten przedmiot okaże się tym, który szuka istota. Miał teraz nadzieję. Nikłą, ale zawsze. Wystawił medalion, by tamten lepiej mógł to rozpoznać.
- Czy o to ci chodzi? - zapytał drżącym głosem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej