Tereny Valfden > Dział Wypraw

Na pohybel - Krzywdy mścić krwawo

<< < (7/27) > >>

Adaś:
Padający strażnik był dla mnie znakiem, że rzeź czas zacząć. Błyskawicznie sięgnąłem dłonią do rękojeści miecz i go wydobyłem. Od razu próbowałem ciąć od dołu, niestety przeciwnik cofnął się o krok tym samym unikając ciosu. Nie czekałem na kontratak, zamachnąłem się od lewej, najemnik nie zdążył go sparować, cięcie rozcięło mu zbroje wraz z brzuchem, zrobiłem piruet i poprawiłem drugim cięciem. Obie szramy na jego brzuchu zalały się krwią, a on upadł na kolana a później na brzuch martwy.
Czułem ogromny napływ energii, oraz ogromną żądze krwi. Wyciągnąłem lewą ręką zza pasa sztylet i ruszyłem dalej. W oddali widać było pędzących najemników z pochodniami. Jeden mocno z mieczem w ręku wybił się na przód. Gdy był jakieś pięć metrów ode mnie zamachnąłem się lewą ręką, sztylet leciał nie równo a w dodatku był rzucony słabszą ręką.  Trafił go w udo, zawył on z bólu i upadł na zdrową nogę. Nie czekał zbyt długo na śmierć. W momencie gdy upadał, ja za młynkowałem swą bronią i ułożyłem ją wzdłuż przedramienia.
Zacząłem biec, metr przed przeciwnikiem, specjalnie przykucnąłem na na jedno kolano, zamachnąłem się ręką jakby do ciosu z pięści lecz moje ostrze było na ten czynność specjalnie już przygotowane. Zaciśnięta na rękojeści dłoń śmignęła przed oczami najemnego wojownika,a ostrze rozcięło mu gardło.

3/10

Hagmar:
Dracon z naładowaną kuszą podbiegł bliżej, przykucnął i strzelił w pędzącego najemnika, trafił w brzuch. Siła uderzenia przewróciła go na plecy, bełt zrobił sieczkę z mięśni i wnętrzności, roztrzaskał kręgosłup. Tak umierają wojownicy, w gównie i własnych szczynach. Nie widzieli kto i skąd strzela, Aragorn zajął pozycję za bramą, mógł spokojnie razić ich zza węgła. Z jego siłą ładowanie kuszy trwało chwilę, naciągnął cięciwę, osadził pocisk na łożysku, wychylił się zza węgła i strzelił w następnego, trafil w prawe płuco, najemnik padł dusząc się i plując krwią.

5/10

Adaś:
Nie było czasu na odpoczynek, cały czas nadbiegali wojownicy. Nim się spostrzegłem dwóch już stało przede mną. Nie czekałem długo na atak z ich strony, obaj równocześnie rzucili się na mnie. Gdyby nie kolejny strzał Aragorna i trafienie w tchawice jednego z atakujących  byłoby za pewne już po mnie. Bo kto dałby radę sparować dwa miecze naraz?
Trafiony bełtem trząsł się w pośmiertnych konwulsjach gdy nastąpiła szybka wymiana ciosów. Najemnik głównie atakował z góry, nie chroniąc tym samy dolnej części brzucha. Parowanie ciosów już mnie męczyło, gdy najemnik brał kolejny zamach, postanowiłem zaryzykować. Lekko się zgarbiłem i szybik cięciem rozciąłem mu niechroniony brzuch. Jelita powoli wypłynęły na wierzch a on upadł na ziemię.
Powoli ruszyłem na kolejnego najemnika,był nim młody chłopak. Wyglądał na jakieś osiemnaście, w jego oczach malował się strach. Miałem go już zaatakować, gdy nagle on, jak w sumie reszta zaczęła uciekać z powrotem do miasta.

7/10
3 uciekło

Hagmar:
Zza węgła wyszedł Aragorn, z mieczem trzymanym nisko przy ziemi. Szedł z rozpostartymi skrzydłami by wyglądać groźnie. Tchórze. Rzucił krótko stając obok Adamusa, najemnicy zwiali do piętrowego długiego domu z tarasem i zapewne zabarykadowali się. My zeszliśmy z głównej ulicy by znaleźć osłonę.

Adaś:
Gdy już byliśmy jako tako schronieni przed ewentualnymi zabłąkanymi strzałami spokojnie spytałem:
-To co teraz robimy?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej