Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na pohybel - Krzywdy mścić krwawo
Adaś:
Nie wiem Aragornie nie było mnie ale jak na razie jest faktycznie zajebiście. Dawaj napierdalamy ich! Teraz dojrzałem leżącego z dwoma strzałami w ciele Konrada, na ten widok zakląłem-Kurwa mu chyba odjebało że wyskoczył!
Nie czekając dłużej naciągnąłem kolejny raz cięciwę i wystrzeliłem bez większego celowania. Strzała wbiła się w nogę jednego z jeźdźców. Koń się poderwał i go zrzucił, ale dalej żył. Trochę się tym zdenerwowałem ale musiałem się uspokoić. Naciągnąłem kolejną strzałę i zacząłem celować. Nie minęło dziesięć uderzeń serca i strzała poleciała. Mauren w którego celowałem gwałtownym ruchem chwycił się za szyję i padł martwy.
4/40
+ jeden ranny w udo leżący na drodze
Hagmar:
//Mogul, Zastałeś czterech.
Kusza dracona wypaliła, bełt trafił prosto w serce a siła uderzenia zwaliła maurena z konia. Twoich pradziadków nie było na świecie wtedy jeszcze! Aragorn załadował ponownie, nie celował dłużej niż kilka sekund, znowu trafił tym razem w bok. Pocisk przebił oba płuca i prawdopodobnie zrobił mielone z wnętrzności.
6/40
Adaś:
Pewnie tak! Ale na pewno jeszcze wiele bitew przede mną.
Naciągnąłem ponownie cięciwę i się wychyliłem. Krótkie celowanie i strzała poleciała. Tym razem trafiłem w brzuch kolejnego z synów pustyni. Nie chowałem się tym razem tylko naciągnąłem kolejną strzałę. Błyskawiczny strzał i lotka wystawała z tułowia konia. W momencie się wzdrygnął i zrzucił jeźdźca. Naciągnąłem ponownie cięciwę i czekałem aż owy mauren wstanie. Nie dźwignął się wysoko jak znów padł ze strzałą w sercu.
8/40
Koza123:
Konrad poczuł przeszywający ból. Wiedział, że nie może krzyczeć, gdyż tym samym zwróciłby na siebie uwagę. Zacisną zęby, schował miecz i zaczął mysleć nad tym, jak się wycofać. Po chwili wpadł na bardzo prosty plan. Nie był on bardzo sprytny, ale nic inngeo nie przychodziło młodzieńcowi do głowy. Zauważył sporą wyrwę w szeregach zbójców. Ale to nie był dobry pomysł, prędzej czy później zauważyliby go. Postanowił obejść nieprzyjaciół i wejść do karczmy jednym z bocznych okien. Tak też zrobił. Zaczął niezdarnie się czołgać. Sprawiało mu to ogromny ból, ale było to lepsze, niż pewna śmierć. Gdyby dłużej leżał przy drodze, wrogowie zauważyliby go. To było pewne. Młody łowca nie raz miał ochotę wrzasnąć z bólu, czego jednakże nie zrobił. Ból był przeszywający. Po kilku chwilach, które zdawały się mu dłużyć w nieskończoność dotarł pod okno. Na całe szczęście jego towarzysze nie zabarykadowali jego jedynej drogi ucieczki. Chwycił się obiema rękami, a następnie niezdarnie przerzucił swe ciało do środka budynku.
-Kurwa! Niech mi ktoś pomoże!- krzyknął, gdy tylko znalazł się wewnątrz.
Mogul:
Jebane pizdy w kurwe jedną mać. Ork chciał dać upust swoim emocją, które nie znikły, tylko na chwilę się ochłodziły. Ciął mieczem w najbliższego. Wcześniej ustawił się w wąskiej piwniczce tak, by walka toczyła się z jednym przeciwnikiem. Ponownie ciął, zwiększając siłę. Rozbójnik z trudem zablokował cios. Przez chwilę miecze obojga były złączone, ork poczuł jak przeciwnikowi trzęsie się ręka. Odskoczył kawałek i próbował ciąć. Wykorzystując swoją wielkość Mogul pierwszy pchnął mieczem. Przeszył gardło prawie trafiając następnego do kolejki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej