Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na pohybel - Krzywdy mścić krwawo
Koza123:
Tymczasem Konrad doczołgał się do jednego z krzeseł. Ból nadal nie ustępował, jednakże młodzieniec czuł się bezpieczniej. Zdał sobie sprawę z tego, że przecenił swe umiejętności. Atakując miał jednak nadzieję, że jego kompani wspomogą go. Niestety, tak się nie stało. Słysząc odgłosy walki Konrad myślał, że gdyby tylko mógł, pomógłby orkowi. Jakiż był jego żal, kiedy myślał o walce, która go ominie.
-Niech mi któryś pomoże!- krzyknął Konrad. Przypomniał sobie o miksturze leczniczej, którą miał ze sobą. Wiedział jednak, że póki strzała tkwi w jego ciele, płyn ten na nic mu się nie przyda.
Hagmar:
Adamus, pomóż mu!
Koza123:
-Kurwa, czemu ja się zawsze wpakuję w największe gówno?!-Myślał wściekły młodzieniec. Najchętniej wypadłby z budynku ogarnięty dzikim szałem i wymordował wszystkich wrogów, jednakże rzeczywistość psuła jego plany.
Adaś:
-Czemu kurwa ja? Nawet na opatrywaniu się nie znam! Wydarłem się głośno, po czym naciągnąłem kolejny raz strzałę. Jeźdźcy coraz bliżej podjeżdżali co znaczyło że chcą przejść do szturmu. A to było by nie ciekawe. Zacząłem powoli celować, ręce okropnie mi się pod czas tego nie wiedzieć czemu trzęsły. Tym razem celowałem dłużej niż zwykle dobre dwadzieścia uderzeń serca. Ale przysłużyło się to, gdy tylko wypuściłem lotkę strzały z między palców, ona błyskawicznie poleciała i się wbiła w rozwarte usta ciemnego wojownika.
Już chciałem zabierać się za ponowne napinanie, gdy przez okno wskoczył jeden z maurenów. Wpadł przez wybite okno i powalił mnie na ziemię. Doszło do szarpaniny, padał cios za ciosem na moją to na jego twarz choć częściej na mnie. Z oporem ale w końcu udało mi się przewrócić go na plecy. Zacząłem go przyduszać, ignorując wszystkie ciosy które leciały w moim kierunku. Długo walczył o swoje życie, ale w końcu przestał się ruszać co było moim zwycięstwem.
Wstałem otarłem twarz z krwi która się puściła pod wpływem ciosów. Po tej czynności dźwignąłem łuk i wróciłem do celowania.
10/40
Hagmar:
W pewnym momencie do wioski wpadła inna banda. Starli się z maurenami, Aragorn rozpoznał drugą grupę. Renfri... Mamy przejebane... Mimo wszystko kontynuował ostrzał. Bełt trafił w brzuch maurena zabijając niemal od razu. Jakąś godzinę później było po walce. Dracon stał obok okna z naładowaną kuszą, czekał...
Aragorn! Poddaj się kurwi synu! Tym razem nie dasz rady! Krzyczała rudowłosa piękność, w obcisłym skórzanym pancerzu.
Po moim trupie! Czego tu szukasz!
Przejmuję interes!
No to mamy problem bo ja też! Wiesz co? Chodź tu i pogadajmy o tym jak cywilizowani ludzie! Przyjdź z medykiem, mam rannego!
Zgoda! Aragorn odłożył broń, otworzył drzwi i chwilę później do środka weszła Renf i medyk.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej