Tereny Valfden > Dział Wypraw
Napełnianie skarbca
Istedd:
- Zaprawdę dziwnie, że otruto go w domu. Wielce i ja nad tym boleję. - odparł nieco teatralnie i przyłożył do serca dłoń. Westchnął cicho.
- Podobno nielegalne. - rzekł Istedd i mrugnął niezbyt przekonująco do swego rozmówcy.
- Cóż ja teraz mam począć? No co? Miałem dostarczyć i nie wiem teraz gdzie dostarczyć.
Hagmar:
Ja Ci tego nie kupię, wole waniliowe kadzidełka. Te wasze jadą bagnem. Ale... w mieście na południu bawi kompania orczych korsarzy. Może oni...
Istedd:
Istedd kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Podziękował, pokłonił się sztywno i udał się do stajni. Odebrał stamtąd swego konia i udał się na południe. Raz jeszcze sprawdził położenie bagiennego ziela. Było całe i zdrowe. O ile mogło być zdrowe...
Hagmar:
A mogło być zdrowe, w sensie że roślina, nie palenie tego. Wiozłeś dobry gatunkowo towar, choć nie mogłeś tego wiedzieć. Trzy godziny jechałeś ścieżką przez dżunglę aż w końcu dojechałeś do Kaiko. Jedynej mieściny na wyspie, samo miasto zbudowano w podobnym stylu architektonicznym co zamek. Nie interesowało Cię jednak orientalne centrum miasta, twoim celem był port i tamtejsza karczma. Nie wiedzieć czemu wszystkie dzielnice portowe są niemal takie same. Pełne awanturników, pijaków i przedstawicielek najstarszego zawodu świata.
Istedd:
Długa podróż jęła dokuczać mu jedynie w kość ogonową. Klął dość mocno marudząc pod nosem na dole dolnej części pleców. W końcu jednak ucichł oglądając zabudowanie miasta. Wydało mu się całkiem spokojne, choć jak zawsze w takich przypadkach miasto miało swą złą stronę. I do niej właśnie się udawał. Poszukiwał karczmy kierując się zarówno wzrokiem - poszukując skupisk mend, słuchem - nasłuchując kumulacji pieśni przy piwie oraz węchem - wszak karczmy zawsze pachną uryną, moczem i piwem. Bynajmniej te, w których kiedyś bywał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej