Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy światu zło zagraża
Mogul:
-Czyny, nie słowa rzekł na uwagę o jego gadatliwości. Jakie widzisz inne rozwiązanie jak nie zabić? Przepędzić mogę, zabijając jedną sztukę. Wtedy albo one rzucą się na mnie, albo stwierdzą, że niebezpiecznie tu. Przez chwilę przeanalizował sytuację. Miał jedną wątpliwość. - Mówisz, że przybłąkała się z innych terenów, wiesz dokładnie skąd? Czy to Cie nie dziwi? Spytał się o to, bo w głosie Geralda słychać było zdziwienie, że wilki zmieniły teren. Dodatkowo, w państwie Varrok wilki są stworzeniami oswojonymi a dzikie i tak rzadko zmieniają swoje terytorium. W sytuacji zagrożenia. Do wieczora było jeszcze dosyć dużo czasu, więc Mogul przeszedłby się kawałek.
Patty:
- Nie wiem, czemu zmieniły terytorium łowieckie. Nie jestem uczonym, choć trochę nauk pobrałem za młodu... Możliwe, że skończyła się zwierzyna, ktoś je przepłoszył czy coś innego. Nie znam odpowiedzi.- Gerald wzruszył ramionami, puszczając kółko z tytoniowego dymu - Na razie nie mam nic więcej do powiedzenia, spróbuj szczęścia wieczorem. Znajdziesz mnie tutaj lub w domu. Powodzenia, zakonniku.
Mogul:
Mogul wciągnął powietrze do płuc. Rozejrzał się po terenie wokół farmy. Chciał się udać na zwiad, ale nie wiedział od czego zacząć. Miał jeszcze trochę czasu.
Patty:
Farma, jak to farma, nie miała w sobie tak naprawdę nic ciekawego. Chyba, że pociągało cię życie rolnika. Dość liczna grupa chłopów pracowała w polu, część robiła w zabudowaniach, skupiając się na czymś bliżej dla ciebie nieznanym. Wszak byłeś wojownikiem. Słońce spokojnie pochylało się ku zachodowi, siedziałeś spokojnie w pobliżu zagród. Temperatura zauważalnie spadła, choć był to przyjemny chłodek, żadne lodowate zimno. Nagle jednak od strony lasu dawał się słyszeć pojedynczy, krótki skowyt. Ludzie dosłownie chwilę temu poszli spożyć kolację w domu, byłeś sam.
Mogul:
Mogul spokojnie ukucnął, wyciągnął broń i wbił ją lekko w ziemie. Wyczekiwał przeciwnika. Naszła go chwila na przemyślenia. Co on tutaj robi? Chciałem wojaczki, a znalazłem się w zakonie, który pomaga słabszym i chroni ich przed złem. Bla, bla. Gadanie. Inni ludzie nawet mnie inaczej traktują. Ten smarkacz, gdy się zorientował, że z zakonu jestem, to od razu przerażony. Ork lekko zdenerwował się. Kurwa mać. Czy ja oby tam na pewno pasuję? Tam Ci ludzie aż tak są mili, czy ja potrafię być aż tak miły. Ale gdzie indziej mógłbym iść, jakoś nie wyobrażam siebie w kiecce maga lub w płaszczu ze sztyletami. To co, mam niby nie przyjąć ich kasy i będzie to świętobliwe zachowanie? Nosz kurwa, niech te wilki już dotrą, wyżyć się chcę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej