Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zgubiony trop
Istedd:
Istedd zaśmiał się słysząc poprawną odpowiedź. Nie sądził, że ta zagadka była tak prosta. Uśmiechnięty więc jechał dalej dróżką u stóp gór. Rozglądał się za jaskiniami, które przecież łatwo ominąć. Bynajmniej dla kogoś zapatrzonego w otaczającą go przyrodę. A kimś takim był teraz jeździec. W końcu jednak oderwał wzrok od kwiatków, traw i wielkich odchodów na drodze i skupił się na poszukiwaniu jaskiń. Miecz miło ciążył u boku a koń nadawał spokojne tempo.
Anette Du'Monteau:
Trakt spokojnie doprowadził cię aż do końca. Przed sobą miałeś wejście do kompleksu górskich jaskiń. Latem można było spodziewać się w nich różnej zawartości, począwszy od niedźwiedzi zwykle mających kryjówki w takich miejscach, a kończąc na ograch, czy goblinach. Słońce zaczynało zmierzchać. Ciążyła, jednak na Tobie odpowiedzialność dokończenia zadani, więc dumnie wkroczyłeś do środka.
Istedd:
Nim dumnie wkroczył do środka zsiadł z konia. Nie chciał, by zwierze poniosło go spłoszone, gdyby spotkał tu jakieś draństwo. Po poszukiwaniach dość długich związał je w końcu do wystającej skały. Ponarzekał rzecz jasna trochę. Zjadł jedzenie otrzymane od kobiety jeszcze przed wejściem do jaskini. Wszak nie godziło się iść na wyprawę z pustym żołądkiem. Wyciągnął miecz z pochwy i wszedł w głąb. Wodził oczyma starając się przyzwyczaić do ciemności i wyłapać jakiś ruch.
Anette Du'Monteau:
Ruchu żadnego nie wyłapałeś, jednak człapałeś zawzięcie dalej. Wtem trafiłeś na coś stopą. Nagłe pęknie i chrzęst powiedziały ci że to mogła być kość. I tak właśnie było. Dźwięk niestety spłoszył okoliczne nietoperze. Czarna chmara przeleciała zarówno nad Tobą jak i niemal przez Ciebie. Zacząłeś otrzepywać się nerwowo w razie gdyby jakiś latający szczur zaplątał się w twym ubraniu, czy majestatycznej brodzie.
Istedd:
Wzdrygnął się czując pod stopą kość. Wtem mrok rozdarły liczne nietoperze. Istedd nie zdążył upaść na ziemię, musiał przeboleć nacierającą masę zwierząt. Jął rzeczywiście nerwowo się otrzepywać. Obawiał się w istocie, że w jego majestatycznych wąsach zapadło jakieś draństwo. Z pewnością zabawnie wyglądał. Jednakże sam nie czuł jakiejś radości i wesołości. Klął szpetnie, gdyż coś zawiesiło mu się w czuprynie. Na całe szczęście szybko wyplątało się nim zdążył rwać sobie z głowy włosy. Odetchnął z ulgą. Znowu, tym bardziej wolniej począł iść w nieznanie. Miecz trzymał w gotowości.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej