Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zgubiony trop

<< < (4/13) > >>

Anette Du'Monteau:
-Krwiopijce dobry panie. Nie wiem jaka cholera je tu przywiodła. Pojawiały się w okolicy od czasu do czasu, ale pierwszy raz tak blisko. Zwykle czatowały przy górskim potoku nieopodal naszej wioski. Pewnikiem uznały, że nie ma co atakować naszych myśliwych, jeno za baby się brać. Choć szczerze ja nawet nie wiem czy te paskudy myślą. Kobieta wydała ci się wyjątkowo rozgarnięta i wygadana jak na zwykłą wiejską gospodynię. Kiedy zaprowadziła cię do "ogrodu" rzeczywiście zauważyłeś trojkę krwiopijców. Próbowały dobrać się do drobiu latającego szaleńczo po podwórzu kobiety.

3xKrwiopijca

Istedd:
Istedd ujrzawszy latające stworzenia zdziwił się. Pierwszy raz widział takie paskudy. Przywiązał konia do jednej z belek płotu. Przez chwilę analizował sytuację. Wiedział, że szaleńczy atak mógłby przynieść tylko chwilowe korzyści. Wszak pozostałe dwa mogłyby uderzyć równocześnie. Nie zdążyłby wtedy sparować ataku. Przygryzł wargę. Zwrócił uwagę na uciekające kury, które odwracały uwagę od mężczyzny, który obnażył teraz miecz.
- Gdyby któryś z nich zaszedł mnie od tyłu krzycz. Spróbuj zwrócić na siebie uwagę tego czegoś. - powiedział do kobiety i puścił się pędem do najbliżej wznoszącego się owada. Chciał wykorzystać element zaskoczenia. Uderzył mieczem z prawej strony, ze sporą dawką siły mięśni i elementu prędkości. Miał nadzieję, że jedno cięcie załatwi sprawę. Po chwili szybko odskoczył w tył zwiększając dystans pozostałych.

Anette Du'Monteau:
Raniłeś poważnie niczego nie spodziewającego się krwiopijce. Cięty owad padł na ziemię i zaczął bzyczeć zawzięcie. Dwójka pozostałych bestii zwróciła się w twoją stronę. Zaczęły się zbliżać powoli, skacząc w powietrzu na boki. Ich sylwetki migały ci przed oczami.

Istedd:
Uśmiechnął się widząc, że jedno z plugastw brata się z ziemią. Istedd uśmiechnął się drapieżnie widząc zbliżające się sprytnie owady. Mocniej, oburącz ujął miecz. Kawał stali, a taki przydatny, myślał pewno. Ich taktyka była nader ciekawa. Wiedział, że musi przejąć inicjatywę. Jakoś nie chciał być użądlony. Wystąpił szybko krok w przód i uderzył z prawej strony, natychmiast potem rzucając się w tenże kierunek, byleby drugi owad (ten po lewej) nie zaatakował. Przeturlał się niezgrabnie tak, jak ćwiczył akrobatykę niedawno i stanął na równe nogi zamachując się dla pewności mieczem dokoła.

Anette Du'Monteau:
Oba stwory zostały lekko zranione w swoje odnóża. Zabzyczały podobnie jak ich poprzedni towarzysz. Jeden z nich rzucił się na ciebie z żądłem. Dalej trzepotał skrzydłami i wirował w powietrzu próbując unikać twoich ataków.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej