Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zgubiony trop

<< < (3/13) > >>

Istedd:
Cóż innego? Banda krasnoludzic czekająca na pozbawienie przechodniów cnoty. Albo wielka dziura czasoprzestrzenna. Lub po prostu banda rabusiów. Podszedł od strony pyska do konia. Pogłaskał jego nozdrza. Spojrzał się zwierzęciu prosto w oczy. Rzeczywiście było to piękne zwierze. Dosiadł go powoli, dając wierzchowcowi czas na oswojenie się z masą jeźdźca. Kiedy gniadosz uspokoił się (choć cały czas był spokojny i opanowany) Istedd gestem ręki pożegnał niziołka i wolnym tempem udał się na północny-zachód od siedziby. Trafił w końcu na trakt. Nie miał potrzeby poganiać zbytnio swego konia - po cóż miałby zamęczać konia? Wyszukiwał wioski łowieckiej.

Anette Du'Monteau:
Trakt wiódł cię obrzeżami lasu. Z jednej strony wychylały się gałęzie i krzewy próbując dosięgnąć płaszcza i oczu, a z drugiej jawiły się niskie pagórki, na których hodowano najróżniejsze rodzaje zboża. Obecnie dopiero wszystko wzrastało, jednak twoje oczy mogły się nacieszyć zielenią powracająca na swej miejsce wśród reszty szarego krajobrazu wyżyn. Co jakiś czas widziałeś myśliwych wchodzących w głąb lasu. Jeden z nich zatrzymał się naprzeciw Ciebie.
-Uważajcie panie, niektóre bestyje wychodzą na żer teraz. Jeśli jedziecie w stronę gór to radzę uważać przy zagajniku Mivrena. - ostrzegał.

Istedd:
Podziwiał te jakże piękne i proste widoki. Oko jego cieszyło się, jak cieszył się krasnolud w burdelu. Słysząc uwagę myśliwych uniósł dłoń w podzięce. Zapamiętał tą radę, biorąc ją sobie do serca. Na całe szczęście miał przypasany miecz. Ostry miecz, gotowy spełnić swą rolę na karku niejednej bestii. Powtarzał sobie w myśli drogę:
Północny zachód od siedziby, potem przez małą wioskę. Dalej miniesz skręć w leśną dróżkę. Przejdziesz nią kawałek i znajdziesz się w zagajniku Mivrena. Tam trza uważać; potem powinienem odnaleźć udeptaną ścieżkę wzdłuż podnóża gór. Nią kieruj się prosto, aż dojdziesz do kompleksu jaskiń.

Anette Du'Monteau:
Powtarzając tak trafiłeś ma mała myśliwską wioskę, o której ci wspominał niziołek. Mieszkańcy nie rzucali żadnych dziwnych spojrzeń. Jednak, gdy przejeżdżałeś blisko jednej z chat, doskoczyła do Ciebie wiekowa już kobieta. Zdziwiła cię jej kondycja i ruchliwość jak na swój wiek.
-Dobry panie, widzę że miecz dzierżycie przy pasie. Proszę pomóc starszej kobiecinie. Mąż w lesie, a mnie tu latające paskudy męczą w ogrodzie. - prosiła

Istedd:
Zdziwiła go kobieta. Jej prośba i zwinność ruchów. Przygryzł wargę zamyślając się chwilę. Z jednej strony - jak nie odmówić pomocy? Z drugiej jednak ta niepoważność sytuacji. Co, gdyby skradziono mu podczas tego zadania konia? Postanowił jednak zaryzykować.
- Owszem, miecz dzierżę przy pasie. - odparł przybierając obojętny ton głosu. Zsiadł z konia i podprowadził go za uzdę.
- Pomogę Wam, jeno pójdziecie pani ze mną. Cóż to za latające paskudy latające? - zapytał. Pilnował konia, a drugą rękę oparł na mieczu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej