- Głupkowate teorie? - prychnął. - Widzę, że cała wasza banda charakteryzuje się srogą bezczelnością. Godne pokwitowania - mruknął. - Nie wiem, może wasz "trening" - zaakcentował prześmiewczo. - Nie mówił o niczym takim, jak czysta ostrożność, ale ze mną jest inaczej. I wyobraź sobie, że trzy, zamaskowane postacie, które pod pretekstem jakiegoś kodeksu nie chcą pokazać twarzy i oczekują zaufania, wcale tego zaufania nie budzą. Wręcz przeciwnie - zaoponował natychmiast. Nie podobała mu się postawa Nacjo. Był zbyt cwany, jakby przekonany o tym, że nic mu się nie może stać. Wydawało się, że w przeciwieństwie do reszty zamaskowanych, ten był młodszy i niedoświadczony. Diomedes uśmiechnął się paskudnie pod nosem, wiedząc, że życie pewnie zgotuje temu cwaniaczkowi jeszcze jakieś paskudne niespodzianki, które go nauczą nie zadzierać nosa w tak bezczelny sposób.