Gunses spojrzał na Maurena, który usiadł na przeciwko
- Towarzystwo pomieszane z poplątanym. Do cholery kaczy żołądek trzeba mieć, żeby to wszystko znieść. A ten, o tamten - rzekł i wskazał dłonią w rękawicy na Dioma w łodzi nieopodal, oczywistym było, że Gunses musiał coś słyzeć- Cały czas węszy spisek. I się dowęszy. To jak natrętna mucha. Można odganiać jeden raz, drugi, ale za trzecim łapie się za packę i taką muszkę rozgniata się na ścianie. Boje się, że zamiast na wroga, rzuci się na mnie przekonany o mych złych zamiarach. Będę się bronił wtenczas. A co do Twojego pytania. Nie... Wielu zacnych ludzi tutaj przybyło, ale przybył też motłoch. Jak zawsze... - rzekł i skrzywił się, dziwnie to zabrzmiało. On, nikomu nieznany pod maską Ra, teraz osądza innych - Dobiliśmy, trzeba było schodzić na łodzie. Nie ma co mitrężyć. Nie lobię bezczynności.