Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (13/118) > >>

Nessa:
   Elfka lekko drgnęła, gdy usłyszała donośną odpowiedź nieznajomego w masce. Głos mężczyzny o krótkim imieniu nie należał go najcieplejszych i najprzyjemniejszych, choć prawił mądrze. Koń uspokoił się trochę, więc elfka mogła odwrócić się do Ra:
- Tak samo jak broń którą dzierżycie zła nie przynosi, a wasza ręka, jednak lepiej mierzyć się z tym co widoczne. Szczególnie że jestem łuczniczką - uśmiechnęła się szeroko. Wspomnienie o nowej broni uspokoiło ją. - Poza tym znałam i takich, co noc im niepotrzebna była. Sami mrokiem promieniowali.
   Czarny dracon, który nagle pojawił się przy elfce lekko ją wystraszył. Zbytnio skupiła się na mężczyźnie w masce, by wcześniej dostrzec maga. W takim momencie pewnie i słodki kotek przyprawiłby ją o zawał serca. A co dopiero taki Zeleris. Jednak klasa przede wszystkim. Nie może wyjść na strachliwego podlotka. Jest elfem, a to zobowiązuje.
- Jakie są szanse, że powita nas Słońce? Portale to nie moja bajka, Zelerisie. Przyjemnie by było, bo chłodno dość.

Anette Du'Monteau:
-Smok to faktycznie dość osobliwa bestia, nie łatwa do ubicia. Ale co do doświadczonych wojowników, jak to mówią: "Gdy ludzi kupa, każdy szermierz dupa." W tym czasie kompania zbliżyła się do chramu. Zeyfar zsiadł z konia i oddał wodze czekającym strażnikom. Skinął na nich głową. Potem udał się przez główne wejście chramu do komnaty z portalem. W korytarzach mijał wielu uzbrojonych ludzi. Było wśród nich kilku jego znajomych. Z zawiązanymi opaskami na oczach, w lekkim pancerzu, dzierżących nieprzyjemnie zakrzywione ostrza.
-Hagikaze. Otworzyć poziom drugi. Cel, czarny baron. - mruknął. Strażnik kiwnął głową na znak zrozumienia i przepuścił go dalej.

Po pewnym czasie ukazały się ostatnie drzwi. Skrywały za sobą portal do innego wymiaru. Wystarczyło przejść kilka stopni i ominąć źródło ustawione na środku. Zeyfar wszedł po nich spokojnie, a gdy był przy drzwiach, te bez najmniejszego skrzypnięcia otworzyły się zapraszając do środka

Anv:
Słysząc słowa Zeyfara zerwałem się niczym z transu. Natychmiastowo do niego podszedłem i zapytałem.
- Więc Kagero jeszcze może sie przydać. - rzeklem wykrzywiając wargi w uśmiechu.

Dragosani:
- Pół na pół? - zasugerował Dracon cały czas idąc obok konia elfki. Kątem ucha słuchał wypowiedzi zamaskowanych. Nie podobali mu się oni. I nie chodziło tutaj przynajmniej o jakieś ziemne dreszcze przebiegające po plecach, gdy obcy odzywali się. Nic takiego bowiem nie miało miejsca. Lecz Dracon miał nieodparte wrażenie, że owi zamaskowani przybysze usilnie starają się być "mroczny, tajemniczy i zimni". Było to nieco zabawne.
- Albo będzie dzień, albo noc. - kontynuował. - Przez portal trafimy do zupełnie innego świata, z zupełnie niezależnym od naszego cyklem dni i nocy. Nie jestem pewien co do długości tamtejszych pór doby, jakoś nie zwróciłem na to uwagi poprzednimi razami. Jednak równie dobrze możemy, jak to poetycko określiłaś, "powitać nas Słońce", ale też księżyc. Wszystko zależy od tamtejszych cykli. - wyjaśnił rzecz w sumie oczywistą, lecz mówił poważnym, mentorskim tonem, aby nadać jej mądrego wydźwięku.

Nessa:
   No tak, mag miał rację, a elfka się wygłupiła. Liczyła na inną odpowiedź. Coś w stylu: "Gdy u nas jest północ, to u nich kogut pieje". I jeszcze ten mentorski ton. Nowicjuszom, którzy to wytrzymują bez napadu śmiechu, powinni wręczać ordery.
- Dzięki ci o wielki. Rozjaśniłeś me myśli i teraz nawet bez Słońca czy jakiegoś księżyca nie zbłądzę - odparła, choć wiedziała, że zabrzmi jakby się obraziła, lecz oczywiście tak nie było. Była rozbawiona odpowiedzą maga, zasmucona porwaniem Aragorna, przerażona wizją walki, podekscytowana ową walką, podirytowana zachowaniem swego konia i niecierpliwa ponownego ujrzenia przywódcy ÂŁowców. Normalna burza jak na kobietę. Nic nienaturalnego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej