Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (118/118)

Adaś:
Gdy tylko weszliśmy do świątyni to zdziwił mnie jej ogrom. Rzadko bywałem w takich miejscach ale jak już bywałem to w skromnych budynkach. Nie rozglądałem się bo ujrzałem pędzącego na mnie uniesionego. Wyciągnąłem miecz i ruszyłem najpierw wolno ale przyśpieszając każdy krok.  Nie czekałem na jego cios gdyż byłem pewien że sparować go nie zdołam. Użyłem kombinacji ciosów dokładnie zrobiłem piruet, blok z odbiciem, pchnięcie w tył, piruet, przerzucenie broni. To wystarczyło wyniesiony padł martwy.


11/12

Hagmar:
Kilkanaście minut później wyniesieni leżeli martwi, Aragorn podfrunął do posągu i juz miał przebić serce lisza gdy coś szarpnęło nim i rzuciło na posadzkę, w drzwiach stał Om...

A towarzyszyło mu 41 Wyniesionych.

(...) Bez słów Otomo stanął do walki z Imperatorem, zaś my przy pomocy reszty krasnali walczyliśmy z demonicznymi sługusami. Ile trwała walka tego nikt nie pamięta ale... w pewnym momencie straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem posąg Oma leżał przewrócony, wielu z nas było rannych i ledwo przytomnych. Imperator torturował Otomo, nie widział jak Aragorn przesuwa po posadzce sztylet. Nie do siebie lecz to Nudy, jedynie ona miała dość sił. Uklękła, chwyciła oburącz sztylet i wbiła go w leżące serce z słowami: "Zdychaj skurwielu". Lisz puścił Otomo i... zaczął się starzeć, paskudnie szybko i tak mocno że rozpadł się. Potem... potem ocknęliśmy się w lazarecie Cesarstwa...

Tańce z liszami - Napisał Yarpen aep Thor.

Wyprawa zakończona!
Nagrody: Wszyscy dostają po 500szt. złota
Podsumowanie: Uratowano Aragorna i pokonano złego lisza w innym wymiarze.

Elrond Ñoldor:
// Tymczasem na kilka sekund przed ostatecznym rozstrzygnięciem ;p (obiad miałem i przerwałem w połowie pisania :()

Nosfer ruszył do ataku. Założenie jego ugrupowania nie pozwalało mu ukazywać osobom postronnych jego niezwykłych umiejętności, toteż ociągał się cały czas z walką. Nie chciał jednak stać bezczynnie cały czas. Krwawy pragnął krwi. Kogokolwiek.
Zanim ruszył do ataku zlustrował przeciwników. Ciężka metalowa zbroja ograniczająca ruchy do tego stopnia, że w pełni swoich umiejętności, mogłoby się wydawać Wampirowi, że jego przeciwnik w ogóle się nie porusza. Stary żelazny miecz nie mógł się równać z jego srebrno-mithrilowym dwuręcznym ostrzem.
Zwrócił swoją uwagę najbliższego z Wyniesionych celując w jego głowy z magicznej różki. - Igoi... - wyszeptał, a magiczna kula ognia pomknęła w przeciwnika, bezbłędnie trafiając w jego głowę. Ciekawiło go, czy przez szpary na oczy, ogień zdoła poparzyć jego twarz i na chwilę go oślepić. Nie było jednak czasu na głębsze zastanowienia. Przeciwnik ruszył w wolnym biegu na Nieśmiertelnego, zawczasu przygotowując broń do ataku.
Wampir czekał. Wyniesiony zaatakował. Z góry, z potężną siłą, która rozpłatałaby na dwoje świniaka. Ale Nosfer nie był wolnym świniakiem, tępo patrzącym na swojego kata w rzeźni. Skoczył do przodu, przeturlał się obok okutych nóg zbrojnego i z zadziwiając szybkością znalazł się za jego plecami. Nie czekał aż ten odwróci się by z mieczem, ułożonym płasko do ziemi spróbować odciąć Nosferowi głowę. Wyszukał szpary pomiędzy płytami pancerza i z całej siły wbił w niego wyciągnięty z cholewy żelazny sztylet. Odskoczył do tyłu, obserwując nieporadnego przeciwnika, który z wściekłości próbował jednocześnie zatłuc Nosfera i wyciągnąć zdradzieckie ostrze. Wampir nie czekając na zaproszenie zaatakował. Odbił żelazne ostrze swoją bronią, zrobił efektowny piruet, odtrącił tym razem atakującą łapę przeciwnika, ozdobioną ostrymi rogami i z całej swojej siły kopnął go w sam środek tułowia. Demoniczny rycerz runął z trzaskiem na ziemię, a Wampir celując nadzwyczaj celnie przyszpilił go Krwawym do posadzki, trafiając w szpary na oczy...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej