Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (111/118) > >>

Hagmar:
Mordy wy moje! Ale... macie jakiś plan no nie? A i kim są Ci zamaskowani  panowie. I taka sprawa... trzeba się dostać do zbrojowni tego kurortu, chce moje graty.

Eric:
- Plan? - zaśmiał się w głos. - Jeśli znajdziesz jakiegoś geniusza, który wymyśli jak dyskretnie przetransportować wielkiego czarnoskórego dracona na terenie wroga, to powinieneś go mianować na Twoją pozycje, a sam w końcu przejść na emeryturę - uśmiechnął się. - Ci zamaskowani to Ra i Nosferatu. Nikt tak naprawdę nie wie kim są, ale do tej pory nam jeszcze nie przeszkodzili, więc wydają się być w porządku - sprostował. Naprawdę cieszył się każdą chwilą rozmowy z porwanym. Najchętniej przesiedziałby tu z nim cały dzień obgadując stare dzieje Kruczego Bractwa. Aragorn był dla niego cennym przyjacielem.

Hagmar:
Ha, no to po staremu jak widzę. Plan jest taki, osłaniacie mnie w drodze do zbrojowni, a potem robimy rzeź przedzierając się do świątyni.

Julian:
Na Zartata jak gorąco! Mogłem nie ubierać płaszcza. Pójdę zobaczyć jak radzą sobie wojska cesarskie. Zamiast jednak iść dalej po murach postanowiłem zejść na ziemie. Ziemia była przesiąknięta krwią. Ulice były pełne poległych. Nigdy wcześniej nie widziałem takiej rzezi, ale wygląda na to, że żołnierze cesarscy zdobyli główną bramę. Tu i ówdzie leżały porozrzucane ludzkie ręce, nogi. Obrzydliwy widok. Nagle z niedalekiej odległości usłyszałem męski krzyk:
-Pomocy, cesarstwo pomocy!
Krzyk zniknął tak szybko jak się pojawił
Zerwałem się na nogi i ruszyłem w kierunku krzyku. Musiałem bardzo uważać wkraczałem w teren wroga i wszędzie mogli się czaić przeciwnicy, oraz nieprzyjazna najeźdźcom ludność cywila. Zatrzymałem się. Usłyszałem kroki i rozmowę dwóch żołnierzy. Schowałem się za rogiem jakiegoś budynku i podsłuchałem:
-Mamy szczęście, że to nas oddelegowano do oddania jeńca. Możemy powiedzieć, że my go złapaliśmy i dostaniemy nagrodę!
-Dokładnie. Ma szczęście, że przeżył. Jego oddziałowi urządziliśmy niezłą jatkę.
Dwoje żołnierzy niosło, a właściwie ciągnęło za sobą człowieka. Wojownika wojsk cesarskich, prawdopodobnie oficera.
Musze coś zrobić.  Nie mają hełmów, ,mam pomysł. Wcisnąłem się w szparę pomiędzy budynkami i czekałem. Wziąłem leżącą obok cegłę. Przyda się. Gdy przeszli obok wyszedłem za rogu założyłem tarczę na plecy i podkradłem się do żołdaków. Jednym płynnym ruchem zrzuciłem na głowę jednego z nich cegłę, co spowodowało, że upadł i puścił jeńca. Drugi próbował mnie zaatakować jednak odtrąciłem jego miecz, zamachnąłem się i trafiłem go w klatkę piersiową. Nie żył. Jeniec był nieprzytomny. Rozejrzałem się uważnie, nikt nie był świadkiem tej sytuacji, a ogłuszony żołnierz nie dawał znaków życia. Poklepałem wojownika cesarstwa, po twarzy:
-ÂŻyjesz!?
-Wody, wody! – zachrypiał.
Podałem mu moją manierkę.
-Dziękuje Ci nieznajomy. Jestem ranny, odprowadź mnie proszę do wojsk cesarskich. Będę bardzo Ci wdzięczny.
-Ależ oczywiście….

Eric:
- I to mi się podoba - powiedział z ekscytacją. - Od tego skradania zaczynał mnie już szlag trafiać - przyznał.
- Aha! - przypomniał sobie. - I po tym wszystkim idziemy na piwo. Jasne? - zarechotał. Nie czekając na odpowiedź (bo przecież dracon nie mógł mu tego odmówić), podszedł do drzwi i po dżentelmeńsku otworzył je przed Aragornem, gestem dłoni zapraszając go na zewnątrz.
- To twój szczęśliwy dzień - parsknął. - Jesteś wolny

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej