Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Adaś:
Bez większych ceregieli założyłem na "odwal się" jeszcze ciepłą wewnątrz zbroję. Jakoś czułem się w niej mało komfortowo no ale cóż nie umiałem zakładać i zapinać tego typu zbrój. Więc nie pozostawało nic jak tylko narzucić ją na siebie byle jak i ruszyć. Gdy miałem już ją jako tako ubraną powiedziałem:
-Ja jestem gotowy i mogę ruszać. Po czym chwyciłem swoją stałą zbroję z płaszczem i mając ją w ręce spytałem:-Gdzie zostawiamy stroje?
Isentor:
//Zwracam uwagę graczy przebierających się na wskazanie miejsca pozostawienia swojego starego ekwipunku.
Eric:
- Pieprzyć to - żachnął się. - Ci i tak się nie przebiorą - powiedział i wskazał na Ra i Nosfera.
- Coraz przychylniej patrzę na opcję zwyczajnego w parowania tam na chama i wyciągnięcia Aragorna siłą. Jest nas trochę i mamy przewagę zaskoczenia - powiedział, wyraźnie zniecierpliwiony i poirytowany. Co jak co, ale łażenie w kółko tylko po to, żeby okazało się, że czcigodny chuj wie kto w masce wraz ze swoim kompanem nie mogą zdjąć swoich masek by się przebrać, gdyż zabrania im tego kodeks, było czymś, co tybetańskiego mnicha mogłoby wyprowadzić z równowagi. ÂŚmiechu warte, pomyślał.
Adaś:
Jak chcesz to tu zostań ja z Zeyfarem możemy iść sami nawet może byśmy nie zwracali na siebie takiej uwagi jako dwójka strażników. Ewentualnie mogę iść sam jeśli nikt nie chce.
Powiedziałem to lekko poirytowany postawą Diomedesa.
Eric:
- I co zrobicie potem? - zapytał, kpiąc z młodego łowcy. - Od tak wyniesiecie wielkiego czarnoskórego dracona i tu wrócicie? - ciągnął.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej