Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Nessa:
Nuda trzymała się z tyłu na odległość głosów mężczyzn. Cały przebieg ich rozmowy zadziwił ją niezmiernie. Zacisnęła mocniej dłonie na wodzach. Gdyby nie wyobrażenie torturowanego Aragorna, to zawróciłaby czym prędzej. Miała wrażenie, że mężczyźni nie mają zupełnie pojęcia, o czym mówią. Zwariowali. Najzwyczajniej w świecie zwariowali. Oni jeszcze nie mieli żadnego planu! Zero pomysłu jak dostać się do stolicy i gdzie może znajdować się Aragorn. Zaczęli sobie gdybać o serduszku lisza dopiero mając za sobą armię i będąc niedaleko tego porywacza i pełnej pychy gnidy. Nawet dzieci z kijkami podczas zabawy w wojnę szybciej myślą o swoich przyszłych posunięciach.
Szczególnie przysłuchiwała się wypowiedziom Zeyfara, który w końcu nimi dowodził. Tylko głupiec nie popełnia błędów, powtórzyła sobie, próbując zrozumieć. Jakie błędy na bogów? No zdurniał! Wszyscy możemy głowy stracić przez te błędy, a ten taki spokojny.
Gunses:
- Mądry więc człowiek błędy popełnia? Hmm... zastanówmy się. Błędem może być ta cała akcja. W ogóle wiemy, czy Aragorn jeszcze żyje? Po co miałby go Om trzymać? Wysondowałby mu mózg i bajo, dostałby nożem po gardle. W każdej chwili mógłby go wskrzesić, jeśli by go potrzebował. Błędem może być nasza akcja. Om może dysponować siłą, która zniszczy nas i naszej siły. Oddać życie za jakiegoś barona, to nie jest śmierć chwalebna, a na pewno nie taka, jaka wybrałoby sobie większość tutejszej armii, a także ja sam. Jeśli to jest ten błąd, który popełni człowiek światły, to ja za takiego nie chcę się uważać. Improwizacja będzie masakrą wojska, które będzie odciągało od nas uwagę Oma. Te kilka tysięcy zostanie rzucone na pole bitwy, tylko po to, by być przykrywką dla uwolnienia Aragorna. Nie podoba mi się taki pomysł.
Izabell Ravlet:
W ciszy przysłuchiwałem się rozmowom. Wtedy usłyszałem wypowiedź zamaskowanego mężczyzny, niejakiego Ra. Postanowiłem na nią odpowiedzieć:
Nie zgodzę się z tobą. My i krasnoludy jesteśmy przyjaciółmi Aragorna. Przyjaciół się nie zostawia. Natomiast wojska tutejsze są wrogami Imperium Oma. Każdy sposób walki z nim jest dla nich dobry.
Gunses:
- Mówisz jak młokos - rzekł Ra - Trzeba przekładać siły na zamiary. Powtarzam, mamy jakieś dowody, że ten cały Aragorn żyje jeszcze? Daremna śmierć setek, albo i tysięcy "naszych" ludzi, w walce o jego szczątki. Każdy weteran Ci to powie. Zemsta jest dobra, ale kiedy kosztuje jej się schłodzonej, powoli wypełniając wszystkie punkty dojścia do celu. Rzucenie się bez planu na uzbrojone po zęby imperium to nie przelewki i brak rozwagi. Nie chciałbym dowodzić żadnym oddziałem i bezmyślnie wysyłać go na śmierć wydając rozkaz: "Atakować! I zobaczymy co będzie."
Anette Du'Monteau:
-Ja prowadzę jedynie was i krasnoludy na miejsce. Decyzję na temat bitwy podejmują Aggromor wespół z Cesarzem i całą Wojenną Komisją. Brodacze plują na to co sądzą inni o ich postępowaniu, od zawsze kierowali się własnym kodeksem moralnym. Natomiast Cesarstwo w tej chwili niemal zamknęło "pierścień ognia" wokół stolicy Imperium. My zwyczajnie wykorzystujemy sytuację, która się nadarza. Jeśli chcesz możesz odejść. Nie trzymam cię tu nic takiego. Dla mnie baron jest nie tylko dowódcą, ale też wiernym przyjacielem. - odparł gorzko.
-Co do myślenia, że Aragorn już nie żyje...ta osoba zbyt wiele razy była w szponach śmierci. Zawsze udawało mu się jakoś z tego wyjść. Możemy tylko podejrzewać co chciał Om. Niekoniecznie wiąże się to z natychmiastową śmiercią.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej