Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Hagmar:
//Wróciłem miśqi.
Ekhm Ekhm, wasza kolumna dociera do, już na oko, większego od Efechidonu miasta otoczonego magiczną barierą miasta. Orgir otaczał też ogromny obóz armii Cesarstwa, namioty a nawet prowizoryczne drewniane baraki.
Gunses:
- Czyli oblężenie pełną gębą - rzekł Ra stając w strzemionach i z góry lustrują tereny przed miastem. Uwagę przytoczyła magiczna bariera. Na ogól niewidzialna ale co chwila po niewidzialności przebiegały magiczne promienie, nerwy energii, półkula ukazywała się. Gunses kojarzył kilka barier z historii. Zwłaszcza tą w Górniczej Dolinie Khorinis. Barierę, którą można było przejść do wewnątrz, ale nie można było z niej wyjść i jej słynny upadek. Oraz barierę nad stolicą, nad Vengardem. Barierę, której nie można było przekroczyć z żadnej strony. Taaak, magiczna bariera. Izolacja, idealna tarcza
- Jest naprawdę piękna - rzekł mówiąc o barierze - Taka cicha, spokojna, stała. Jak bańka mydlana. Ale drzemie w niej siła, którą ciężko zburzyć - potem spojrzał na teren w okół bariery, który niczym pierścień, czy pas, otaczał w koło stolicę imperium. Tysiące namiotów i baraków, trzepot proporców i flag, setki huczących ognisk, zapach pieczonego mięsa i gwar wojska. Cadacus zauważył siebie, kiedy był człowiekiem. Zauważył siebie pośród starych ruin na pustyni Ohsi, wśród braci asasynów, przy huczącym ognisku, w szacie, licząc swój dzienny łup, gadających o tym co ich spotkało. Klan Ohsi... Oj tak, Gunses dużo by dał, żeby tam wrócić. Na wyspę o nazwie Marant, do miasta Ombros gdzie wszystko się zaczęło, na pustynię Ohsi do starych ruin, gdzie dojrzewał i do Fortecy Magii, gdzie w podziemiu porzucił swą naturę. Oj tak, Gunses dużo by dał, żeby móc tam wrócić.
Julian:
- Oblężenie. Dokładnie tak jak je sobie wyobrażałem.
Popatrzałem na prowizoryczny obóz armii Cesarstwa. Oddziały inżynieryjne odwaliły kawał dobrej roboty. Wielkie miasto. Chyba o odrobinę większe od Efechdionu. Ciekawe jak wygląda w środku.
- Magiczna bariera nie spodziewałem się tutaj takowej, a z jednej strony gdyby jej nie było wojska Cesarstwa zdobyłyby miasto, albo chociaż usłyszelibyśmy o ciężkich walkach.
Jednak przybycie tutaj oznacza, że skończyła się sielanka. Rozpoczyna się walka na śmierć i życie.
Eric:
Diomedes zatrzymał konia i gładząc jego grzywę wziął przykład z Ra i począł obserwować teren. Ogromne miasto, większe nawet od Efehidonu, otoczone było połyskującą tajemniczo magiczną barierą, stanowiącą niepokonaną ochronę absolutną, którą Cesarstwo raczyło zastosować. Stanowiła ona jeden z najpoważniejszych problemów i trudów do pokonania. Drapiąc się po swej przystrzyżonej brodzie, zastanawiał się skąd może pochodzić energia potrzebna do utrzymania bariery w nienaruszonym stanie. Pewne było, że źródło ów mocy umiejscowione było za ścianami nieprzebytej ogromnej bańki okalającej miasto i prowizoryczne obozy, które zewsząd otaczały mury miejskie.
- Lekko nie będzie - mruknął ze znużeniem. - Dobrze by było mieć kogoś w środku, ale chyba nikogo takiego nie mamy. Poza tym, komunikacja byłaby niemożliwa. Macie jakiś plan, jak się dostać do środka? - zapytał.
- Bo jeśli nie naruszymy źródła mocy, która utrzymuję te barierę i zapewne znajduje się w jej środku, to w życiu się tam nie dostaniemy. A to stanowi poważny problem - dodał zafrasowanym tonem.
Hagmar:
ÂŹródło mocy jest pewnie w pałacu Oma, gdzieś tu obozują ÂŁowcy i siły Ekkerund. No i trzeba generała znaleźć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej