Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (69/118) > >>

Patty:
- Stul dziób, Diomedesie, zanim ktoś ci pomoże - poradziłam nowicjuszowi, podchodząc do jednego z wolnych koni. Słyszałam już sygnał do wymarszu, zatem znalazłam sobie dogodnego, niedużego gniadosza. Wsunęłam stopę w strzemiono i usiadłam w siodle, sztywno wyprostowana.

Eric:
- To, że on wykazał się nieostrożnością, nie znaczy, że inni "goście", jak to nietrafnie określiłeś, mają na tym ucierpieć - odparł cierpko.
- Jeśli nie rozumiesz, że w tej misji potrzebne jest wzajemne zaufanie, które wraz ze swoją kompaniją chuj wie skąd burzysz, to przepraszam bardzo, ale nie widzę powodu, dla którego miałbyś tu zostać. - dodał. Zignorował polecenie Patty. Jej nakaz zaprzestania tylko bardziej zapalił Diomedesa do kłótni.

Elrond Ñoldor:
- Jebać to - skwitował Nosfer i oddalił się. Gunses mógł bez problemu oderwać głowę człowiekowi, a wszyscy wokół zebrani nie wiedzieliby o co chodzi, do momentu, gdy sikawa z karku nowicjusza, obleje ich twarze juchą. W milczeniu obserwował armię krasnali. Nie zdawał sobie sprawy ile tak naprawdę ich jest. W tym momencie, ich trójka zdawała się być marną liczbą. Zastanawiało go również kim musi być ten Aragorn, skoro tylu chłopa musi go odbijać i z czym dokładnie będą musieli się zmierzyć. Dla niego najlepszym planem odbicia kogoś z więzienia, była cicha akcja, po której nikt by nie wiedział co się stało, a nie łomotaniem toporzyskiem o drzwi wejściowe...

Anv:
- Odpuść. - rzekłem łapiąc brata za bark. - Trzeba ruszać, sam wiesz, Aragorn czeka. - stwierdziłem ruszając w kierunku koni, które już na nas czekały. Dalszy komentarz w tej dyskusji był zbędny. Każda strona miała swoje racje, bezapelacyjnie poprawne. Tu potrzebny był obiektywizm, którym według własnego mniemania Anv się kierował. Podszedłem do szarego wierzchowca i odwiązałem go, po czym zwinnym skokiem, usadowiłem siebie na jego grzbiecie, po czym ruszyłem w niedalekim odstępie od Zeyfara.

Dragosani:
Zeleris, który do tej pory nie robił zbyt wiele i stał nieopodal, westchnął. Pretensje Diomedesa do nieznajomych zaczynały już go nudzić. Pewnym było, że zaufanie obcym podczas takiej misji nie jest dobrym pomysłem. Ale nie należy też ciągle o tym mówić. Dracon podszedł więc do nowicjusza i położył mu dłoń na ramieniu. Spojrzał w szpary w masce nieznajomego, który określił się jako "Ra". W szpary, w których musiały kryć się oczy. Był czarne. Cholera wie czy z powodu maski, czy po prostu jej właściciel nie był do końca człowiekiem. 
- Wybacz mojemu podopiecznemu. - powiedział do nieznajomego. - On po prostu tak reaguje na stres. - dodał i odwrócił się, ciągnąć za sobą Diomedesa. - Zdajesz sobie sprawę, że przynosisz wstyd Gildii? - zapytał, gdy już oddalili się kawałek.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej