Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Anv:
- Celne pytanko Diom. - rzekłem wybuchając śmiechem, na odpowiedź Ra. - Ciekawe zdolności wykrywania związków rodzinnych. Nie powiem, chciałbym przejść takie szkolenie.
Eric:
- Kim wy tak naprawdę jesteście? - zapytał, wtórując swemu bratu gromkim śmiechem. Wymówka Ra była śmieszna i bezsensowna.
Elrond Ñoldor:
- Można by też to wywnioskować z waszej pierwszej rozmowy i czułego przywitania, jakim byliśmy świadkiem na statku. Ale tajemny trening daje nam otoczkę mistycyzmu... - odpowiedział Nosfer oparty niedaleko o skrzynie.
Gunses:
Wymówka Ra była jak najbardziej sensowna. Widać Diom ani Anvarunis nie słyszeli o zdolnościach czytania w myślach. Rzadka, acz bardzo przydatna umiejętność. Gunses rzekł
- ÂŻyjecie w nieświadomości i w nieświadomości przyjdzie wam umierać - rzekł Gunses - Fakt, kodeks zabrania nam mówić o naszym treningu. Nie powiem wam na ten temat nic. I nie interesuje mnie to, że cały czas nam nie wierzycie. Bo to i dobrze.
Eric:
- I od razu wywnioskowaliście, że jesteśmy braćmi, hm? - zapytał, nie kryjąc rozbawienia. - A dobrzy przyjaciele witają się oschle? - dodał kolejne pytanie, gdy nagle pewna przerażająca myśl zawitała w jego umyśle. Salamandry... Organizacja, która przez dawne utarczki z ojcem Anvarunisa i Diomedesa teraz polowała na jego dzieci.
- Anv - mruknął, pociągając delikatnie rękaw brata. Przybliżył usta do jego ucha i wyszeptał najciszej, jak potrafił:
- Salamandry...
Jego oblicze pobladło i znikły ślady rozbawienia. Może i bywał szalony, ale nie był głupi. W obliczu zagrożenia stawał się ostrożny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej