Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (66/118) > >>

Gunses:
Gunses stał niewzruszony. Słyszał szept Dioma. Widział jego reakcję. Postanowił zagrać w grę jaką sobie upatrzyli. Czekał więc na rozwój wydarzeń.

Elrond Ñoldor:
Nosfer zrobił coś takiego: <facepalm>.



--- Cytat: Anvarunis w 24 Listopad 2011, 19:38:31 ---- Może i tak, a może to poprostu nasze rodowe przywitanie. Jebnąć w plecy najmocniej jak można? - stwierdziłem spoglądając na brata. Przysłuchałem się jego rozmowie z zamaskowanym, mhrocznym towarzystwem, po czym znów otworzyłem usta celem wypowiedzenia kilku słów.
- Odpuść chłopakom, nie chcą, niech nie mówią. Ważne, żeby byli lojalni.

--- Koniec cytatu ---

Mogul:
Nacjo stłumił śmiech widząc powagę Diomedesa. Strasznie go śmieszył, zachowywał się tak dziecinnie. Ciekawiło kto to Salamandry. Jeśli się nie mylił, to były to jaszczurki plujące ogniem. Zachował tą uwagę dla siebie i czekał na rozwój wydarzeń.

Anv:
- Ja tam nie wiem, czy silne uderzenie w plecy można uznać za czułe przywitanie, ale skoro tak uczyli was na szkoleniu.. - odrzekłem do drugiej zamaskowanej istoty. Komentarz był bezsensowny, więc tylko pokręciłem głową. Gdy tylko DIom wyszpetał mi swoją kwestię do ucha, odpowiedziałem mu, już raczej normalnym głosem.
- Bez przesady, mieli lepsze okazje do pozbycia się nas. Choć jak wspominałem, będę miał na nich oko. - po czym znów spojrzałem na Ra. - Nie wiem kim jesteście. Nie kryłem się z tym, że jesteśmy braćmi, więc mogliście coś podłapać. Aczkolwiek w zaistaniałej sytuacji wydaje mi się to conajmniej dziwne. Słyszy się czasem o magach o różnych ciekawych zdolnościach. Potrafią tacy z ciała wychodzić i cechują się zdolnościami jasnowidzenia. Byćmoże, znacie któreś z tych sztuk, nie mam ochoty w to wnikać, jestem zmęczony.

//: Nikoś rodowe, nieznaczy od razu że bracia. Mógłto być zawsze kuzyn czy coś innego. Wnuk mojego wujka i sam bóg wie co jeszcze.

Adaś:
Siedząc pod drzewem widziałem kątem oka te powietrzne akrobacje. Jakoś mnie to nie poruszyło było to jakaś typowo dziecinne zagranie. Postanowiłem wstać i ruszyć w stronę Zeyfara. Gdy dotarłem do ogniska przy którym siedział przykucnąłem i spokojnie spytałem:
-Szefie mogę się gdzieś przejść z dala od obozu?
Wolałem mieć zgodę maurena bo nie chciałem ponosić konsekwencji w razie gdyby się coś stało a mnie bez zgody nie było by w obozie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej