Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (63/118) > >>

Eric:
Diomedes wzdrygnął się na dźwięk imienia zmarłego elfa. Ciągle nosił w sobie smutek z powodu jego straty. Nie dał jednak po sobie poznać zmartwienia i pozwolił pomóc sobie w podniesieniu się.
- Naprawdę? - zdumiał się. - A ja przysiągłbym, że dręczenie nowicjuszy sprawia Ci przyjemność. Jak mógłbyś pozbyć się chociaż jednego z nich? - zarechotał i klepnął dracona w plecy, co było trudnym zadaniem, zważając na skrzydła, które dość skutecznie je zasłaniały.
- Już zbieram - dodał, nie chcąc jeszcze bardziej podpaść przełożonemu. Gdy jednak przystąpił do tej czynności, powrócił napad śmiechu, lecz objawił się tylko w cichutkim chichocie. Kiedy już sprzątnął to, co wyleciało ze skrzynki, wziął ją na ręce i zaniósł do miejsca, gdzie leżały jej podobne. Zatarł dłonie, westchnął z ulgą i przeciągnął się błogo.

Anv:
Spojrzałem na Ra, gdy ten stanął obok mnie. Wpatrywałem się w szczeliny jego maski, jakby chcąc ujrzeć oczy. Oczy. Zawsze były czymś, po czym Anv rozpoznawał ludzi. Nie chodzi o sam fakt, że potrafił każdego zidentyfikować po samym widoku oka. Jak mawiają "oczy są zwierciadłem duszy", a Anvarunis starał sie korzystać z tego najlepiej jak potrafił. Co jednak ujrzałem w oczach mężczyzny obok? Nic. Kompletna czerń. Czy to wina maski? Nie wiedziałem.
- Tak?

Gunses:
To nie była wina maski. Jednakże tego Anvarunis wiedzieć nie mógł. Gunses dziwnie się czuł. Anvarunis dużo o nim wiedział, a teraz patrzył na niego jak na obcego. Wampirowi nie odpowiadała forma jaką musiał przyjąć jego Sabat, ale to ludzie nieświadomi pchnęli ich w tą formę. Tak musiało być.
- To chyba trochę nużące mieć oczy dookoła głowy i troszczyć się o swego brata cały czas?

Anette Du'Monteau:
Zeyfar przyglądał się wszystkiemu z daleka.
-A mieli mi za złe jak strzeliłem w nogę Adamusa...

Anv:
- Ano.. Choć, przywykłem do tego. Byłem młodszy to też lubiłem się wygłupić. Pewnie dlatego do dziś nie boję się podjąć ryzyka i czasem postępuję szaleńczo, z perspektywy osób trzecich. Kiedyś mu to przejdzie, chyba. Czasem przydałbu mu się konkretny strzał w szczękę, ale mimo wszystko to mój brat. - odrzekłem spoglądając jeszcze raz na rozmówcę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej