Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Eric:
- Anvarunisie! - krzyknął z całych sił. - Masz ochotę się pobawić?! - wyryczał dodatkowo. Lecąc nawet nie spojrzał w stronę zbliżającej się ziemi. To mogłoby sprawić, że popadłby w niepotrzebną panikę. W każdym razie, był tak ubawiony, po udanym igraniu z Zelerisem, że nie mógł powstrzymać się od śmiechu. I stało się. Z jego krtani dobył się rechot, który w połączeniu z jego obecną sytuacją, mógł się wydawać wręcz szaleńczy. Wyciągnął szeroko ręce, chcąc w ten sposób ułatwić Anvowi pochwycenie go.
Anv:
Widząc spadającego brata, musiałem zareagować. Chcąc nie chcąc, przydawał mi się. Skupiłem, więc w sobie energię.
- Greship Iposhizil - wyszpetałem skupiając się na jego ciele. Sprawiło to, iż nagle Diomedes, ważył kilkukrotnie mniej. Nie hamowało to jednak pędu jego spadania. Sam także, chciałem by dostał swego rodzaju nauczkę, więc wzbiłem się w powietrze dopiero w ostatnim możliwym momencie, chwytając brata w ramiona. Musiałem skorzystać z lewitacji, aby zapewnić sobie możliwą amortyzację, przeciwko spadającemu klocowi. Gdy już go miałem, wyladowałem delikatnie na ziemi i postawiłem na nogach.
- Pokory trochę debilu, dla potrafiących więcej. - rzekłem śmiejąc się do niego, siłując się na mentorski ton.
Eric:
Diomedes ani przez chwilę się nie wahał. Ufał bratu i wiedział, że ten może czasami mógł bywać złośliwy, ale nigdy nie pozwoliłby mu zginąć na własnych oczach. Mimo to odetchnął z ulgą, gdy brat postawił go na ziemi. Zataczał się chwilę chwiejnie, po czym padł na ziemie i zaczął się skręcać w spazmach śmiechu. Doprawdy, chyba nikt nie mógł nawet przewidywać, co działo się w tym jego umyśle.
- To było zajebiste! - wykrzyczał, ledwie przebijając śmiech swym głosem. Machając nogami i trzymając się rękami za brzuch zataczał w piasku plaży coraz to nowsze kształty, a śmiech nie chciał ustać.
Dragosani:
Zeleris wylądował tuż obok, rozsypując wokół piasek. Uznał, że warto odpowiedzieć na pytanie Diomedesa. Tak aby zrozumiał pewne zasady. Podszedł do tarzającego się z głupawego śmiechu nowicjusza. Spojrzał nań niezbyt przychylnym wzrokiem.
- Wielki Mistrz poparłby mnie. - powiedział do nowicjusza. - Devristus nie jest miłym Gordianem i dobrze by było, gdybyś to zapamiętał. Co więcej, gdybym to ja był Wielkim Mistrzem, już byś nie żył. - wyjaśnił. - A teraz wstawaj i pozbieraj towar ze skrzyni, którą rzuciłeś. - mimo surowego tonu uśmiechnął się lekko. Lubił Diomedesa, mimo iż był wkurzający. Nie chciałby go zabijać. Schylił się i podniósł nowicjusza, pomagając mu wstać.
Gunses:
Gunses podszedł do Anvarunisa i stanął nad rzucającym się po plaży Diomem. Przekręcając głowę spojrzał na niego i odruchowo poklepał Anva po ramieniu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej