Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Eric:
Diomedes pod naporem spojrzenia Zelerisa miał ochotę się roześmiać. Od tak, po prostu. Nie zrobił tego jednak. Po prostu przystąpił do kolejnej fazy spontanicznego planu, który miał w zanadrzu. Skrzynia, którą trzymał w ramionach w mgnieniu oka powędrował w stronę beztrosko kontemplującego dracona. Odległość była zbyt bliska, by miał on czas na użycie telekinezy, czy jakiejś innej przydatnej sztuczki. Diomedes podniósł prześmiewczo brew, czekając na reakcję.
Dragosani:
Dracon nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Istotnie nowicjusz stał zbyt blisko, oraz zbyt szybko rzucił skrzynią, aby efektownie zatrzymać ją psioniką. Paczka trzasnęła maga w pierś, powalając go na ziemię. Nie pomogła próba zasłonięcia się ramieniem. Wywołała tylko ból wspomnianego ramienia. Leżąc już na ziemi Dracon z wściekłością odrzucił skrzynię na bok. Jej zawartość wysypała się. Zaś sam Zeleris był wściekły, wstał zwinnie i pchnął nowicjusza psioniką, tak aby ten przewrócił się. Następnie chwycił go mocno za nogę, machnął potężnie skrzydłami i wzniósł się w powietrze. Diomedes ze swojej pozycji do góry nogami, mógł bardzo łatwo obserwować oddalającą się ziemię. Kilkanaście metrów nad nią Dracon zawisł w powietrzu.
- To teraz ja sobie czymś porzucam. - warknął na tyle głośno, aby nowicjusz usłyszał go.
Eric:
- Och - zachichotał. - Jak tu romantycznie - śmiał się draconowi w twarz, choć dobrze wiedział, że jest raczej w kiepskim położeniu.
- Arcymag brutalnie używający swojej mocy przeciw nowicjuszom! Ciekawe co na Mistrz Gildii! - zakpił sobie i zaczął się beztrosko huśtać. Nagle brutalnie złapał ogon dracona i pociągnął go najmocniej, jak tylko mógł, jednocześnie nie odpuszczając uchwytu. W tej sytuacji mogły stać się dwie rzeczy. Mógł zginąć lub mogła stać się inna rzecz. Diomedes dobrze o tym wiedział, ale nie tylko nie mógł się powstrzymać, ale od zawsze było w nim coś z szaleństwa. Poza tym, na dole był jego brat, który dobrze opanował sztuki lewitacji. Na pewno nie pozwoliłby, by jego młodszemu braciszkowi stała się krzywda i w razie czego wzbił się w niebiosa, by głuptaska uratować.
Anv:
Szybko spostrzegłem dwóch bawiących się magów. Dokładniej arcymaga i nowicjusza, co stawiało tego drugiego w mniej dogodnej pozycji. Wzrokiem błyskawicznie wyłapałem spojrzenie Zelerisa, po jednym skinieniu głowy wiedział już pewnie co mam na myśli. Uśmiechnąłem się tylko i spojrzałem w niebo.
Dragosani:
Tego było już za wiele. Nie dość, że nowicjusz nie okazywał należytego respektu, to jeszcze ośmielił się dotknąć ogona Dracona. Należało więc jakoś go za to ukarać. Złowił spojrzeniem wzrok Anva i miał już plac. Nie chciał używać wobec Diomedesa magii. Jeszcze by go zbyt mocno skrzywdził. Dlatego też wymierzył mu mocnego kopniaka, tak aby ten puścił ogon. Uderzenie było nagłe i mocne, więc zaskoczony Diomuś musiał puścić. Ten moment wykorzystał Flamel i po prostu puścił nowicjusza. Z uśmiechem na twarz obserwował jak ten spada.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej