Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (60/118) > >>

Elrond Ñoldor:
Oho, niezłe aktorstwo... przeleciało Nosferowi przez myśl. Sam zastanawiał się jakby tu wyjść na suchy ląd bez zbędnego przemoczenia się. Po prostu skoczył... Normalnie jak człowiek. Brzeg był blisko. Skupił słuch na krasnalu, który był w posiadaniu niezłego oręża. Zastanawiało go jak nim karzeł wywija. Czy nie haczy o ziemię...

Eric:
Chcąc zabić czas, a będąc względnie uspokojonym po odpowiedzi Zeyfara, młodzieniec, biorąc przykład z innych, sumiennie krzątających się towarzyszy, postanowił również pomóc i wziął się do roboty. Chyżo skoczył do jednej z łodzi, kipiąc nowo odkrytymi pokładami energii, byle by tylko chwilowo zapomnieć o podejrzanej sytuacji związanej z do tej pory nieznaną organizacją. Wziął trzy pomniejsze pudła, ustawił je kolejno od największego do najmniejszego na sobie i chwycił w ramiona. Zaniósł je tam, gdzie stały im podobne i ostrożnie postawił obok sterty innych pudeł. I tak kursował, pomagając strudzonym majtkom w ich żmudnej, ale niezwykle ważnej pracy. Brał wszystko po kolei, worki, skrzynki, pakunki, beczki. Jego zmęczone mięśnie powoli zaczynały dawać o sobie znać, młodzieniec nie przywykł do podobnej pracy i po długotrwałym taszczeniu przeróżnych ładunków, jego organizm zaczynał protestować. Diomedes uznał to jednak za dodatkowe wyzwanie i przyjął je z uśmiechem na twarzy. Ciągle pracował z niegasnącym entuzjazmem. Zdążył się już wyzbyć niemalże wszystkich ponurych myśli, które męczyły jego umysł i skupił się jedynie na pracy. Na każdej strużce potu spływającej po jego skroni, na każdym ciężarze, który dzierżyły jego ramiona i na wdzięcznych uśmiechach majtków, którzy najwyraźniej nie spodziewali się, że nowicjusz Gildii Magów może mieć tyle krzepy.

Dragosani:
Jako że Zeleris już napracował się, przenosząc jeden worek i rzucając zaklęcie na drugi, postanowił darować sobie dalszą pracę. I tak było tutaj wystarczająco ludzi, aby ją wykonali. Gdy Nuda z uśmiechem na ustach przeniosła swój ładunek, mag rozproszył zaklęcie Lekkości. Nie musiał go dłużej podtrzymywać, więc nie było sensu tego czynić. Oparł się o skrzynię i z założonymi na piersi rękami obserwował rozładunek, jak i krzątających się po wybrzeżu ludzi (i nie tylko). 

Eric:
Diomedes spostrzegł, że Zeleris skończył pracę zaskakująco szybko. Spojrzał na dracona z politowaniem i dystyngowanym krokiem zawiedzionej matuli, podszedł do postaci opierającej się o jedną ze skrzyń i karcącym tonem podyktował jeden, prosty i niecierpiący odmowy rozkaz:
- Do roboty, darmozjadzie.

Dragosani:
Względną ciszę i kontemplacje Flamela nad ziarenkami piasku przerwał Diomedes. Miał on zwyczaj przerywania niezwykle ważnych czynności. Miał też zwyczaj bycia wkurzającym. Chociaż nie, zachowanie permanentne "zwyczajem" raczej nazwać nie można. Tak więc Diomedes był wkurzający, tak po prostu. Lecz niektóre jego zachowania mogły być całkiem zabawne. Jak chociażby rozkazujący Diomedes. Rozkazujący! Dracon nie odpowiedział, po prostu spojrzał na niego. A jego wzrok mówił wszystko co myśli o rozkazie Dioma.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej