Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (59/118) > >>

Eric:
- Rozumiem - kiwnął głową. Dopiero teraz zrozumiał, że odbicie Aragorna nie będzie łatwym zadaniem. To jeszcze spotęgowało jego zatroskanie.
- Ale uważaj na siebie - przestrzegł towarzysza. Było nieco dziwnym, że tak martwi się o swego byłego rywala, z którym notabene przegrał wyścig o władzę. Nie zmieniało to jednak faktu, że kiedyś byli dobrymi kumplami. Diomedes zastanawiał się, jak ten stan mógł się tak diametralnie zmienić.

Gunses:
Pas Gunsesa miał specjalne klamry, za które można było zaczepić płaszcz. Zrobił tak teraz, kiedy było ciemno. Kompani z grupy mogli zobaczyć dokładnie dopasowany uniform. Kurtkę i i spodnie zrobione z czarnego materiału mieniące się metalowymi kółkami, przez które przebiegały rzemienie sznurujące kurtkę i rzędami klamer. Ra był szczupły, ale nie chudy. Włożył dłonie w kieszenie. Popatrzył po plaży na której wylądowali.

Nessa:
   Elfka popatrzyła podejrzliwie na worek. Dracon wypowiedział dziwnie brzmiące słowa, więc kto wie, czy pakunek jej nie ugryzie. Różnie to z czarami bywa. Oczywiście nie mogła teraz odwrócić się na pięcie i odejść, więc chwyciła worek i szarpnęła. Aż się zachwiała, gdyż sądziła, że ważył on więcej. Uniosła go bez większego problemu i uśmiechnęła się szeroko w kierunku maga, który teraz stał tyłem odkładając swój pakunek, więc oczywiście nie mógł dojrzeć jej podziękowania. Bez większego problemu zaniosła worek na wyznaczone przez mężczyzn miejsce, dalej uśmiechając się jak małe dziecko. Czuła się jak heros!
   Do tej pory widziała jedynie jak Zeleris używał swego daru do walki, a nie tak prozaicznych czynności. Jak widać magia ma dwie twarze.
   Odłożyła pakunek i rozejrzała się po plaży. Jeden z zamaskowanych stał niczym zwycięzca i rozglądał się. Pojęcia nie miała, który to z ich nowych towarzyszy, ale nowego kontynentu nie odkrył, więc mógłby wziąć się do pomocy.

Gunses:
Gunses widząc pokoszone oczka Elfki wziął się do roboty. Właśnie dobiła jedna z łodzi. Piętrzyły się na nich skrzynie. Czwórka mężczyzn zabierała się do przeniesienia cholernie ciężkiej skrzyni z jakimś żelastwem. Gunses wkroczył do wody mocząc płaszcz i buty. Złapał skrzynię, podźwignął ją. Sam. Ludziom opadły szczęki, wiec Gunses szybko udał, że nie może jej trzymać i lekką ją opuścił. Czwórka żeglarzy pomogła mu. Gunses odetchnął, że nie było to zbyt widoczne przez ciemności. Przenieśli skrzynię na plażę.

Anette Du'Monteau:

Zeyfar skończył pomagać i oddalił się nieco. Zaczął iść w kierunku najbliższego ogniska. Kiedy znalazł się w zasięgu światła rzucanego przez płomienie zauważył krasnoluda. Grzał się przy skaczącym wesoło ogniu. Miał na sobie porządną zbroję, a za jego plecami stał oparty wielki dwuręczny miecz. Przeczesał jasne włosy i spojrzał na maurena.
-Orvar Thrimvold, generał krasnoludzkich oddziałów z Ekkerund. Nie daleko kręci się tez król Aggromor. powiedział.
-Zeyfar Navarre, z Samotnych ÂŁowców. Właśnie przybyłem z resztą ludzi. Wszyscy chcemy uwolnić Aragorna i dopomóc w zniszczeniu Imperium Oma.
-My nie mamy nic przeciw przetrąceniu kilku łbów przy okazji odbijania naszego wspólnego przyjaciela. Usiądź to pogadamy jak ludzie. Nieswojo się czuje jak tak patrzysz na mnie z góry, w dodatku gdy siedzę. Mauren posłuchał i usadowił się naprzeciw generała. Dwójka zaczęła omawiać wszystkie plany i informację, które mieli w posiadaniu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej