Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (58/118) > >>

Eric:
- Jesteś pewien, że tym zamaskowanym można ufać? - zapytał wprost. Nie miał ochoty na pokrętne gierki. Po prostu wyłożył kawę na ławę. Bez żadnych niedopowiedzeń czy wątpliwości. A kąśliwy komentarz okrutnie zignorował.

Anette Du'Monteau:
-Gdyby ten, który zdaje się ich przywódcą, chciał mnie zabić to by już to zrobił. Podobnie z resztą. - odpowiedział. -Miał ku temu przednią okazję będąc ze mną na łodzi. Zabił by mnie, załogę i uciekł. Zwróciłem mu nawet na to uwagę, przytaknął o słuszności takiego stwierdzenia. Ale nie są tu z tego powodu. Myślisz, że zabójcy wynajęci przez Oma chcieliby zgłaszać się na pomoc w tej misji, tylko aby nas wybić? Mogli równie dobrze czaić się na nas na wybrzeżu, lecz wyrazili tylko chęć pokazania się na wyspie i zaistnienia od pewnej strony.

Eric:
Diomedes wysłuchał odpowiedzi Zeyfara z uwagą. Nie wyglądało na to, żeby go pocieszyła i odgoniła jego obawy.
- Może masz rację... - powiedział głosem pozbawionym charakteru. Wlepił wzrok w ziemię i zmarszczył brwi. - Ale mimo to... Niepokoją mnie. Po prostu mnie niepokoją - dodał.
- Wyruszmy najszybciej jak to możliwe, dobrze? - wyraził swą prośbę.

Dragosani:
Zeleris, podobnie jak reszta załogi, postanowił dostać się na brzeg. Lecz nie miał zamiaru cisnąć się u moknąć w małej łódeczce. Rozłożył skrzydła i machając nimi, wzniósł się w powietrze. Od brzegu dzieliła go niezbyt daleka droga, więc i jego lot nie był długi. I z całą pewnością szybszy niż płynięcie łódką. Po chwili wylądował na brzegu. Rozejrzał się po plaży.  Widząc, że niemalże wszyscy zajęli się rozładunkiem uznał, że wypadałoby pomóc. Podszedł więc do jednej z łódek, skąd przenoszono ładunek. Zauważy tam elfkę, która wyraźnie próbowała pomóc, lecz nie wychodziło jej to. Nie należała do osób o zbyt dużej krzepie, co było raczej zrozumiałe. Dotknął pakunku, który próbowała podnieść, jednocześnie przesyłając weń odrobinę mocy magicznej.
- Greship Iposhizil. - wymruczał inkantacje zaklęcia Lekkości, które zmniejszało masę przedmiotów i istot, na które zostało rzucone. - Spróbuj teraz. - zachęcił, po czym sam wziął inny wór, bez większego wysiłku, a następnie zaniósł go tam, gdzie reszta nosiła inne pakunku.

Anette Du'Monteau:
-Na początku trzeba będzie się dogadać z resztą armii i oddziałów. Ustalić koordynacje, nasze ruchy, posunięcia i dopiero. Wydanie bitwy to nie decyzja podjęta od niechcenia, czy pod wpływem chwili. Obroną kiedyś już kierowałem, ale nie atakiem. Będę musiał skonsultować się z dowódcami i odświeżyć informację na temat ataku. - wyjaśniał Diomedesowi. -A ty się nie przejmuj, wydaje mi się że każdy z nas jest dość czujny by nie dać się zaskoczyć, a już na pewno ja, który pracuje dla Aragorna te dobre kilka lat. Człowiek przywyka do pewnych sytuacji.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej