Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Anette Du'Monteau:
-Rad jestem słysząc te słowa z twoich ust, Ra. Idę pomóc marynarzom, przynajmniej szybciej się z tym uwiniemy. - odrzekł i poszedł wspomóc wysiłki w rozładowaniu. ÂŁapał ładunki i nie mógł się nadziwić, że ci mężczyźni nosili je bez jakichkolwiek oznak zmęczenia. Zeyfar już po kilku skrzyniach czuł pojawiające się zmęczenie. Postanowił sobie, że wróci do swych codziennych treningów. Widać ostatnio się trochę zaniedbał.
Adaś:
Przypłynąłem swoją łodzią jako jeden z ostatnich. Wysiadłem na brzeg i ujrzałem pracującego Zeyfara. Jakoś nie miałem ochoty nosić skrzyń bez przymusu. Ruszyłem przed siebie i gdy doszedłem do najbliższych drzew usiadłem pod jednym. Zamykały mi się powieki, bez większych oporów usnąłem.
Nessa:
Elfka postąpiła podobnie jak pozostali, czyli udała się do łodzi. Jedyną różnicą była nietęga mina dziewczyny, która była blada. Aż do brzegu głowę miała spuszczoną w dół. Nie miała odwagi patrzeć na otaczającą ją wodę. Na płyciźnie wyskoczyła z łodzi i biegiem rzuciła się ku plaży. Gdy poczuła pod nogami jedynie piasek uśmiechnęła się szeroko i ledwo powstrzymała się od skakania dookoła z radości niczym dziecko.
- Ląd. Lądek. Lądunio! - szeptała pod nosem. Gdy uspokoiła się choć trochę, dostrzegła, że mężczyźni wzięli się za rozładowywanie łodzi. Nie chciała być nieprzydatna, więc postanowiła im pomóc. Kolana nie drżały już, w głowie się nie kręciło, więc czemu nie? Złapała za jeden z worków, szarpnęła raz, szarpnęła drugi, szarpnęła trzeci i odpuściła. Skrzywiła się lekko i położyła dłoń na karku. Cóż, siłaczem dziewuszka również nie była. Ale chęci się liczą!
Popatrzyła się zawstydzona na jednego z mężczyzn, który właśnie dziarsko niósł trzy takie worki.
- Ojej.
Eric:
Diomedes wstał i wszedł między majtków pracujących z rozładunkiem. Wśród nich zauważył Zeyfara. Wreszcie miał sposobność, by porozmawiać z nim sam na sam. Trochę zdumiał się, gdy spostrzegł, że mauren pomaga w pracy i taszczy skrzynie i pudła. Podszedł więc do niego i gdy mauren obrócił się w jego stronę z jakimś pakunkiem w rękach, Diomedes przechwycił je od niego, co najpewniej mocno zaskoczyło Zeyfara. Nivellen nie wyglądał jednak, żeby to zdezorientowanie go bawiło. Przeciwnie, jego zatroskane rysy twarzy wyrażały coś zgoła innego. Zmartwienie i niepokój.
- Zeyfarze - mruknął posępnie. - Mam jedno bardzo ważne pytanie - powiedział głosem, który równie dobrze mógłby oznajmiać matkom, że ich dzieci nie żyją.
Anette Du'Monteau:
-Tak Diomedesie? Zazwyczaj stwierdzasz iż to są bardzo ważne pytania, co potem okazuję się błędem. - odparł jakby nie miał ochoty rozmawiać z nowicjuszem. Widząc minę maga westchnął tylko i przewrócił oczami. -Mów zatem...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej