Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Gunses:
Gunses spojrzał na Maurena, który usiadł na przeciwko
- Towarzystwo pomieszane z poplątanym. Do cholery kaczy żołądek trzeba mieć, żeby to wszystko znieść. A ten, o tamten - rzekł i wskazał dłonią w rękawicy na Dioma w łodzi nieopodal, oczywistym było, że Gunses musiał coś słyzeć- Cały czas węszy spisek. I się dowęszy. To jak natrętna mucha. Można odganiać jeden raz, drugi, ale za trzecim łapie się za packę i taką muszkę rozgniata się na ścianie. Boje się, że zamiast na wroga, rzuci się na mnie przekonany o mych złych zamiarach. Będę się bronił wtenczas. A co do Twojego pytania. Nie... Wielu zacnych ludzi tutaj przybyło, ale przybył też motłoch. Jak zawsze... - rzekł i skrzywił się, dziwnie to zabrzmiało. On, nikomu nieznany pod maską Ra, teraz osądza innych - Dobiliśmy, trzeba było schodzić na łodzie. Nie ma co mitrężyć. Nie lobię bezczynności.
Anette Du'Monteau:
-Tak, poznałem dość dobrze Diomedesa w czasie swojego pobytu na Valfden. Bywa natrętny i uparty. Pewnie martwi się, że mógłbyś mi odciąć głowę tym ostrzem, zabić resztę załogi i pognać z trofeum do stolicy Imperium. Taki podarek od wiernego sługi. - mówił mauren. -Choć ja tak nie do końca sądzę. Wy, którzy nie zabijacie w dzień mielibyście bardzo małe pole do popisu w Imperium, gdzie słońce trzyma się dość długo i jest jaśniejsze niż w jakimkolwiek innym miejscu, po tej stronie świata.
Adaś:
Gdy tylko wyszedłem z pod pokładu ujrzałem zawieruchę na statku. Zrozumiałem że to jest koniec naszej podróży. Odwróciłem się do dwóch kompanów po czym powiedziałem im:-Tośmy się napili na pokładzie.Po czym ruszyłem w stronę burty, spuściłem się po drabince do łodzi, i się usadowiłem. W tym momencie przypomniałem sobie o flaszce którą miałem przy sobie. Otwarłem ja i się napiłem. Czekając na to czy ktoś jeszcze zejdzie do tej łodzi.
Gunses:
- To, że kodeks pozwala nam zabijać w nocy i tu by się wykorzystało. W końcu i tutaj noc zapada, a znając świat i tutaj żyją jakieś bestie. Dałoby się wytrzymać, w dodatku, z tego co pamiętam, to tutaj nie było nigdy Zgromadzenia, ale i konkurencja pewnie jest niemała - upierając się łokciami o kolona a dłońmi na mieczu powiedział - Fakt. Mógłbym zabić Ciebie i całą załogę. Zanim zdążylibyście zareagować. Trening. Ale nigdzie bym nie gnał z trofeami. I przed nikim był nie padał w pokłonach, jako jakiś sługa. Jestem wolny.
Anette Du'Monteau:
-Nie tylko ty trenujesz szermierkę na tej łodzi. - odparł. -Chyba wszyscy uważają, że postradałem zmysły pozwalając wam iść. Jednak wolę wam dać okazję do popisu. Skoro jesteście nowi i sprawni to czemu nie mielibyście się przysłużyć w uwolnieniu Aragorna. Tak jak powiedziałeś, jesteś wolny. Mogłeś się nie pojawiać na zebraniu ochotników, ale jednak pojawiłeś się wraz z kompanami. To coś znaczy. - kontynuował. -Również gdybyś chciał już bym nie żył, lecz żyje, oddycham, mam się dobrze i właśnie z Tobą rozmawiam. Gdyby nie fakt, że wokół tyle wody to byłoby całkiem przyjemnie, nie uważasz?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej