Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (53/118) > >>

Anette Du'Monteau:
Nastał wieczór. Lekki wstrząs poinformował załogę i rzuceniu kotwicy przez statek. Służba okrętowa zaczęła latać po pokładzie i przygotowywać mniejsze łodzie. Krzątali się w kółko, lecz wszystko nad wyraz sprawnie im szło. Niejakim utrudnieniem był brak słonecznego światła. Mimo to majtkowie i reszta poradziła sobie z zadaniem i po kilku chwilach część łodzi wypełniona sprzętem, a część wojownikami ruszała w kierunku brzegu.

Gunses:
Korzystając z zamieszania Gunses niezauważenie przeskoczył burtę i zeskoczył wprost do łodzi. Nie chciał się fatygować po drabinie. ÂŁodzią nawet nie zatrzęsło kiedy wskoczył w nią Nieśmiertelny. Usiadł szybko na ławeczce, wyjął miecz spod i oparł się na nim.

Anette Du'Monteau:
Zeyfar przeprosił Patty i oddalił się. Podszedł do burty po czym spojrzał w dół. Widział jak przed chwilą tędy zeskakiwał dziwny jegomość w masce. Konkretniej Ra. Złapał jedną z drabinek i opuścił się w dół. Po lekkim zjeździe wylądował miękko na tej samej łodzi. Spojrzał na zamaskowanego mężczyznę i kiwnął głowom ku majtkom. Ci chwycili za wiosła i ruszyli do brzegu.
-Nie lubimy towarzystwa reszty, czy się mylę?

Dragosani:
- Oczywiście istnieją takie specyfiki. - przyznał Dracon, rozbawionym tonem. - Ale zazwyczaj zmieniają one zachowanie podmiotu pijącego tylko na jakiś czas. Ale nie przyznam ci racji o tym, że zewnętrze wiele o nas mówi. Może to czynić, lecz nie musi. - powiedział. Brzeg zbliżał się coraz bardziej. W końcu nadszedł czas, gdy okręt zakotwiczył. Zaczęto spuszczać szalupy na wodę.
- No i zakończyła się podróż... - mruknął mag, ruszając się z miejsca. - Było miło, ale teraz pora ruszać.

Eric:
Diomedes podniósł się ze swojego legowiska, widząc, że nadszedł czas na zejście na ląd. Podszedł do burty i popatrzył w dół, gdzie Zeyfar wraz z Ra odpływali na jednej łódce. Nivellen po raz kolejny przeklął lekkomyślność maurena, który bez najmniejszych podejrzeń pozwolił dołączyć nieznanej nikomu bandzie do drużyny ratowniczej Aragorna, a teraz nie mając najmniejszych obaw siedział samotnie obok kogoś, kto przecież mógł się okazać zabójcą, wysłanym tylko po to, by udaremnić odwet. Niestety Diomedes był już w tej chwili bezradny, gdyż łódka znacznie oddaliła się od statku. Tak więc młodzieniec pospiesznie zbiegł po drabinie i wpadł z łoskotem do jednej z małych, drewnianych łódek.
- Ruszajcie - rozkazał majtkom poważnym głosem. - Trzymajcie się blisko łódki na której siedzi Zeyfar. Nie ufam tym zamaskowanym przybyszom - wytłumaczył, a prawą dłoń w pogotowiu trzymał na pasie z różdżką.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej