Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Anette Du'Monteau:
Mauren wolnym krokiem zbliżył się do dwóch nieznajomych. Idealnie dopasowany strój nie wydawał nawet najmniejszego dźwięku. Owinięty ciaśniej niż mumia na weselu nekromanty Zeyfar, z opuszczonym wzrokiem przystanął naprzeciw zamaskowanych kompanów. Zasalutował na swój sposób, przykładając zwiniętą w pięść lewą rękę do piersi. Podobnie zrobił z prawą, tyle że ta dotknęła jego pleców. Na koniec dygnął nieznacznie.
-Panowie...nie znam was, lecz rad jestem widzieć chętnych do pomocy podczas naszej misji. Nawet jeśli wyłącznie ze względu na złoto. - powiedział. -Ufam, że wiecie czym ryzykujecie i godzicie się na to z pełną świadomością. - kontynuował. -Zechcą choćby panowie podzielić się imionami? ÂŁatwiej będzie się nim posługiwać, miast wołać ciągle: "Ty w masce".
-Pan wybaczy. - po tych słowach odwrócił się do Adamusa. -Za chwilę zobaczę, liczyłem jeszcze na Wielkiego Mistrza Devristusa.
Dragosani:
- Strzałka? - zapytał Zeleris, gdy Diomedes do niego zagadał. - Ja ci dam "strzałkę". OIIIG! - dodał kończąc zdanie inkantacją zaklęcia Ognistej Strzały. Moc w nim lekko zawrzała. Czar ten był mało wymagający i też odczucia mu towarzyszące były znikome (w porównaniu do zaklęć wyższych poziomów). Zaczerpnięcie mocy z duszy przyszło magowi w ułamku uderzenie serca. Podobnie jak wizualizacja. Flamel miał w tym spore doświadczenie. Nad wyciągniętym palcem Dracona pojawił się niewielki płomyk. Arcymag cisnął go pod stopy nowicjusza. Nie chciał krzywdzić podopiecznego. Po prostu po przyjacielsku odpowiadał na jego powitanie. Niewielki pocisk uderzył o ziemię tuz obok butów nowicjusza i zgasł z cichym sykiem.
Tymczasem do kompani zaczęli dochodzić dość dziwny osobnicy w maskach. Mag nie komentował ich przybycia, ani nie witał się z nimi. W końcu byli obcy. Albo przynajmniej takich udawali, gdyż ich głos brzmiał dość znajomo, lecz jednocześnie obco. Byli więc obcy i nosili maski. Nie ma to jak umiejętność wzbudzania zaufania.
Mogul:
Chłopak odkaszlnął na widok skaczącego Diomedesa. Rzucił krótkie Nacjo do Zeyfara. Jego głos nie zmienił tonu. Przez ułamek sekundy spojrzał się maurenowi w oczy, który ujrzał szkarłatny kolor. Było zagadkowe i nie poznałeś w nim nikogo znajomego.
- Kogo szukamy?
Julian:
-W ciekawym towarzystwie będziemy walczyć. Nie ma co. - rzekłem do Adamusa i do Nudy.
Rzekłem to i wyjąłem z bocznej kieszeni płaszcza, własnoręcznie robioną fajkę. Zapaliłem ją i zacząłem delektować się tytoniem.
Na wartach trzeba zająć czymś ręce.
Adaś:
Błyskawicznie odpowiedziałem do Juliana jakby z pogardą:
-Najważniejsze że są chętni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej