Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Patty:
Spojrzałam na Zeyfara ze złośliwym uśmieszkiem.
- Twierdzisz zatem, że za młodu byłeś grzecznym, ułożonym synem kupca - spytałam z powątpiewaniem, wskazując na ściśle przylegający do ciała strój, który przy ruchu nie wydawał nawet szelestu - A ten strój? Zresztą, to pewnie Aragorn tak cię zdeprawował, skoro kiedyś byłeś grzeczny, a teraz bez mrugnięcia okiem jesteś w stanie poderżnąć komuś gardło - wygięłam wargi w uśmiechu, przy okazji zdając sobie sprawę, że przy okazji ja sama też to potrafię.
Nessa:
Elfka uniosła wysoko brwi i popatrzyła ze zdziwieniem na dracona. Nie była przyzwyczajona do teleportacji, a na statku nie czuła się pewnie. Wprawdzie jedynym objawem jej choroby były drżące kolana ale jednak. Pisałam już, że Zeleris zachowywał się dziwnie? Wykreślcie to z pamięci. On zachowywał się BARDZO dziwnie. Tak BARDZO, że elfka dopiero teraz dostrzegła zarys lądu, choć i tego nie była pewna. Jednak to niezły temat na przerwanie nieprzyjemnej ciszy, która zagościła między magiem a ÂŁowczynią. Zastępczy temat rzecz jasna, bo dobroduszne istoty mają to do siebie, że nie lubią pozostawionych niedomówień. Jeśli dorzucić do tego jeszcze elfią przemądrzałość, to wyjdzie nam urocza Nuda.
- To było niegrzeczne - powiedziała jakby lekko oburzona. - Zawsze kończysz rozmowy ze swoimi podwładnymi ucieczką? Poza tym czuję się porwana! A nie wiem, czy wiesz, ale ja nie lubię czuć się porwana - ledwo powstrzymała się od energicznej gestykulacji dłońmi, które teraz ponownie zacierała. Nie była poddenerwowana czy oburzona, ale zachowanie Zelerisa wyprowadziło ją z równowagi. Szczególnie że dracon postąpił tak, jak ona by postąpiła - uciekł. Jak widać są podobieństwa, które dzielą i różnice, które łączą.
Anette Du'Monteau:
-Haha. - zaśmiał się Zeyfar. -Czas wymusza na nas pewne zmiany. Może teraz nadeszła dla mnie pora żeby się wyszaleć? Ale fakt, że byłbym w stanie teraz umieścić jedno z ostrzy w twoim gardle chyba nie specjalnie cię przeraża? Poza tym mam nadzieję, iż nie odbiera mi to szans na zdobycie niewieścich serc.
Dragosani:
Reakcja ÂŁowczyni (zabawne określenie, prawda?) była do przewidzenia. W końcu mało kto kończy rozmowę z podwładnym teleportując się gdzieś. I do tego zabiera ze sobą jeszcze inną osobę. To było całkiem dziwne, ale Flamel do zwyczajnych osób nie należał. Tak więc spodziewać się należało, jego niespodziewanego zachowania. Mag oparł się o drewnianą barierkę. Wzruszył ramionami.
- Nie znasz go tak dobrze jak ja - stwierdził oczywisty fakt. - Gdybym tego nie zrobił nie dałby spokoju. Uparte z niego bydle. Poza tym racją było to, że powinien "poznawać" wiatr. - wyjaśnił. - Każdy mag specjalizujący się w danym żywione powinien jak najbardziej czuć się związany ze swoim żywiołem. Powinien poznawać go, badać, analizować... Mniej więcej tak jak wojownik "uczy się" nowego miecza, czy łucznik przyzwyczaja się do nowo kupionego łuku. On chce podążać tą samą ścieżką mag co ja - magią Lindangol, więc wiem jak zapewnić mu najlepsze warunki do poznania żywiołu. - wykrzywił wargi w uśmiechu. - Jeżeli poczułaś się tym urażona, to przepraszam. - wspomniane już zostało nieprzewidywalne zachowanie Dracona. - To było najlepsze wyjście. No chyba, że zamierzałaś słuchać naszych zwyczajnych rozmów i przekomarzań. A mogą one trwać godzinami. - uśmiechnął się lekko.
Izabell Ravlet:
I koniec śmiechu nastał - Zeleris wraz z Nudą znikli i robią nie-wiadomo-co. Za to Diomedes został. Stał przy burcie i "marzył". Podszedłem więc do niego i rzekłem:
Niesamowite uczucie, nieprawdaż? - zapytałem. Nie dziwiłem się zachowaniom nowicjusza - ten wiatr był niezwykły...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej