Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (47/118) > >>

Eric:
Diomedes przyjął nonszalancką postawę. Wielokrotnie Zeleris używał tego wydarzenia, które notabene dotarło do niego tylko w plotkach, jako swej karty atutowej. Nowicjusz liczył na coś więcej, dlatego nieco się skrzywił, gdy jego kompan po raz kolejny go zawiódł.
- Liczyłem, że wysuniesz coś ciekawszego - skrzywił się. - Nie zamierzam się z tego tłumaczyć. Ludzie robią różne rzeczy, do których potem nie chcą się przyznawać. Ja przynajmniej mam odwagę, żeby to zrobić. No i na dodatek alkohol robi swoje - aktorsko uśmiechnął się z zawstydzeniem. Na wcześniejsze słowa elfki tylko kiwnął przyjaźnie głową. To był objaw tej wyraźnie niezdrowej rywalizacji, która dla obu stron powoli stawała się grą, w której nie było ograniczeń. Diomedes ciągle się zastanawiał, jak ich przyjaźń ciągle jest się w stanie utrzymać.
- Pies na kobiety - zarechotał. - Pewnie i po części prawda. Ale tym bardziej podejrzane, że często tak łatwo znajdujemy wspólny język - uśmiechnął się.

Dragosani:
Dracon westchnął znowu. Tym razem nieco inaczej. Tak jakby wzdychał nad swoim ciężkim losem.
- Muszę starać się mieć z tobą dobry kontakt. Ktoś musi potrafić czasem przemówić co do rozsądku. Dla dobra twojego i innych. Aż strach pomyśleć, gdybyś cały czas pozostał nieokrzesany... - zamyślił się nad tą straszna perspektywą. - Mógłbyś wtedy szybko wylecieć z Gildii, a tego byśmy nie chcieli. Pamiętaj, mamy zostać najpotężniejszymi magami na wyspie i usunąć mgłę! - powiedział motywującym tonem. - Ale żeby tego dokonać, musisz przyłożyć się do nauki. Tak więc wykonaj wcześniejsze polecenie. Od tego jak szybko zaczniesz przygotowanie do nauki, zależy jak szybko Valfden odzyska możliwość kontaktu z resztą świata. - wskazał kciukiem dziób okrętu. Nie zapomniał o swoim tym co polecił nowicjuszowi. - Nie będziemy ci w tym przeszkadzać. - uśmiechnął się przyjaźnie. Delikatnie złapał elfkę za nadgarstek i skupieniem połączonym z impulsem magicznym teleportował och za rufę statku. Tam gdzie nie było Diomedesa.
- Wybacz za niego. On tak ma. - wytłumaczył elfce zachowanie kompana.

Julian:
Zwróciłem się do Nosferatu:
-Widzę, że ma Pan podobne doświadczenia jak ja. Również nie widziałem smoka. Ale jestem ciekaw taktyki walki smoków, oraz jakie to plugastwa je otaczają.
Pociągnąłem potężny łyk z mojego kubka.

Eric:
- Tę zbawczą rolę pełni mój braciszek - mruknął, wskazując w stronę Anva. Gdy dracon zniknął razem z elfką przy akompaniamencie trzasku rozładowań magii, Diomedes pokręcił głową z niedowierzaniem.
- No i se zakosił pannę - zarechotał. Podszedł bliżej miejsca, gdzie wcześniej stała urocza parka (teraz ten stan pewnie uległ jakiejś zmianie, aczkolwiek Diomedes nie mógł określić jak srogiej), oparł się łokciami o burtę i zastygł w zamyślonej pozycji, jak wcześniej wpatrując się w horyzont. Czuł się trochę wyalienowany od reszty.

Anette Du'Monteau:
Ci, którzy byli na pokładzie zauważyli pojawiający się w oddali ląd. Skrawki ziemi rozciągały się szerokim pasem po prawej burcie i lewej. Statek wydawał się obierać kurs na wprost, między połaciami stałego gruntu. Tam miała się znajdować właśnie baza wypadowa ich oddziału. Niestety z tej odległości nie była jeszcze widoczna. W dodatku zachodzące słońce, a wraz z nimi nadchodzące mroki, skrywały w sobie jakiekolwiek oznaki życia na brzegu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej