Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Eric:
Diomedes szybko wyczytał w oczach Nudy niepewność, która pojawiła się jakby zaraz po tym, gdy wyjawił swe imię. Zdziwiło go to. Niby czemu ktoś miałby się wzdrygać na jego wydźwięk? W końcu brzmiało całkiem niezgorzej. Przynajmniej tak sądził. Widział, że elfka jakby została nieco zniesmaczona przez jego zachowanie, przez co trochę posmutniał. Najwyraźniej jego próby zirytowania mistrza obróciły się przeciwko niemu i teraz to dracon miał punkt zaczepienia, by się z niego pośmiać. Nivellen był niesamowicie zdezorientowany. Znalazł się w niezręcznej sytuacji i zupełnie nie wiedział jak się zachować. Gdy raz jeszcze spojrzał w oczy elfki, zrozumiał, że chyba powinien przeprosić, choć mimo wszystko czuł się głupio. Jednak doświadczenie, jakie nabył w stosunkach z kobietami, podpowiadało mu, że należy złożyć przeprosiny jak najszybciej, jeżeli faktycznie chce się uzyskać przebaczenie. Westchnął w duchu sam do siebie, obwiniając boga, że stworzył kobiety tak skomplikowanymi i nieprzewidywalnymi. Wziął głęboki oddech i skłonił się lekko.
- Wybacz, jeśli okazałem się zbyt zuchwały. Nie chciałem, żeby to tak wyglądało - dodał z przepraszającym uśmiechem. Nigdy by nie pomyślał, że tak prosty gest jak ucałowanie dłoni, może zostać odebrany jako nazbyt nachalny. Zazwyczaj oczarowywał kobiety swą elegancją i swoistym duchem dżentelmeńskim.
Dragosani:
Dracon słysząc to pytanie po prostu pacnął się dłonią w czoło. Było głupie i pozbawione sensu. Czyli typowe dla Diomedesa. Później jednak złożył dłonie i przymykając oczy westchnął. Widząc jednak że Nuda cofa się delikatnie, wargi Dracona wykrzywiły się w bardzo leciutkim uśmiechu. Praktycznie niezauważalnym. Postąpił pół kroku w bok, tak aby skryć elfkę za swoim ramieniem.
- Diomedesie... Wiem, że może wydać ci się to szokujące, ale większość gatunków potrzebuje dwóch płci, aby przetrwać. Tak więc "Tak, są dracońskie kobiety". - odparł poważnym tonem. - Wyraźnie nie przyłożyłeś się do nauki. W naszej bibliotece znajduje się księga "Tuishiz Qiosh Huishash, Ruhuash Ilosh Aroshel". Opisuje ona żywot wielu Draconów, w tym kilku Draconic. Jeśli zaś chodzi o Czarne Dracony... cóż, tutaj sytuacja jest nieco inna. Nie występujemy w naturze, jesteśmy mutantami. - powiedział do nowicjusza. - Powinieneś więcej czasu spędzać pośród ksiąg, aby być dobrym magiem w przyszłości. Bez odpowiedniej wiedzy nie zajdziesz daleko.
Eric:
Diomedes spodziewał się takiej reakcji. To z pozoru głupie pytanie miało tylko odwrócić uwagę od reszty wcześniejszej wypowiedzi dracona. I zrobiło to najwyraźniej doskonale, dlatego Nivellen odetchnął z ulgą.
- Spokojnie. Nie miałem kiedy. Sam posłałeś mnie na zabawę w ciuciubabkę z jakimś chorym kultem. Ale nie bój nic, chętnie dowiem się czegoś na temat twojej rasy. Najbardziej interesują mnie chyba jej słabości, przyjacielu - zarechotał. Nagle do głowy wpadła mu bardzo wredna i złośliwa myśl. Krótkie zdanie cisnęło mu się na usta z mocą celnie wymierzonej cegłówki. Nie mógł go powstrzymać.
- Tak swoją drogą, co tam u twojej Savary? - zapytał, z trudem powstrzymując wredny uśmiech. Mimo to, kąciki jego ust mimowolnie lekko się wygięły, a szczęka drgała leciutko.
Nessa:
Elfka wychyliła się odrobinę zza dracona, by móc odpowiedzieć Diomedesowi. Może nowicjusz był po prostu bardzo pewny siebie? Nuda unikała takich ludzi. Przytłaczali ją, jednak spostrzegawczość mężczyzny bardzo przypadła jej do gustu. No i się nie obraził, co przewidywała długoucha.
- Nic się nie stało. Nie jestem duszą towarzystwa - odparła z subtelnym uśmiechem. Wyszła zapewne teraz na istotę nieśmiałą, ale wolała to niż tłumaczyć, że nie lubi zachowania osób tak otwartych. Wydawało jej się ono zawsze niemożliwie wręcz sztuczne. To zapewne wina przebywania wśród elfów - spokojnych, cichych i dystyngowanych.
Słów Zelerisa komentować ponownie nie chciała. Po prostu powiedział rzeczy oczywiste. No może poza tym trudnym tytułem księgi, który brzmiał jak syk. Powstrzymała śmiech, gdy usłyszała iście złośliwe pytanie Diomedesa. Znała jego cel. Wątpiła, by dracon się zmieszał, ale istotnie mogło być i tak. W końcu ludzie i "byli ludzie" mają chore podejście do wierności i uwielbiają wyolbrzymiać miliony spraw.
Dragosani:
Zeleris westchnął, gdy Diomedes zaczął marudzić mu o jego ostatniej wyprawie. Naprawdę nie rozumiał pretensji młodzieńca. Przecież wyraźnie było po nim widać, że doskwierało mu wtedy znudzenia. Poza tym stał się swoistym bohaterem w mieście Coru. Poza tym mógł się dzięki temu wykazać w samej Gildii, czego sam z własnej inicjatywy raczej by nie uczynił. - Ta wyprawa była konieczna. A przed nią i po niej miałeś i tak sporo czasu. Tak więc to żadne wytłumaczenie. Nie przykładasz się - skomentował.
- Savara jest wolnym człowiekiem, więc nie jest "moja" - powiedział, udając że źle zinterpretował słowa nowicjusza. - No ale cóż... - wykrzywił wargi w lekkim uśmieszku. - Zapewne w tej chwili plotkuje z twoją Atrien i słucha jej narzekań jak strasznym jesteś "współlokatorem". - ostatnie słowo dość specyficznie zaakcentował. Zmarszczył brwi. - Atrien miałaby w sumie wspólny temat z Patty. Te molestowanie w celi... - wargi maga ponownie wykrzywił uśmieszek. - Trzeba przyznać, że z ciebie prawdziwy pies na kobiety. Albo po prostu chamski drań.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej