Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (42/118) > >>

Eric:
Diomedes umilkł. Nie chciał się teraz wtrącać. Inicjatywę przejął jego brat, tak więc wcinanie się mu w słowo wyglądałoby poniekąd niedojrzale. Kiwnął więc głową, gdy Anv wtrącił, że oka z zamaskowanych jegomościów nie spuści i odszedł, a wiatr porwał jego szaty i włosy do tyłu, co dało niesamowity efekt. Rzucił krótkim spojrzeniem na słodko flirtującą parkę, ale był w ów momencie w tak podłym nastroju, że jakoś nawet te dracońskie zaloty przestały go bawić. Teraz chciał udać się pod pokład, usiąść gdzieś w odosobnionym miejscu i nieco odizolować się od reszty. Chwilowo miał dość, po prostu dość.

Julian:
Słysząc pytanie Adamusa, odłożyłem butelkę na bok i odpowiedziałem:
-A zatem chcesz poznać historię mojego życia. Usiądź więc wygodnie:
Urodziłem się w pewnej malutkiej wiosce. Moi rodzice to byli zamożni chłopi, choć ojciec miał pochodzenie szlacheckie. Otóż moja babka wyszła za mąż za pewnego urzędnika, który był szlachcicem. Nie było to udane małżeństwo, ale z tego związku zrodził się mój ojciec. Wyszedł za mąż wcześnie, bo w wieku 19 lat. Wraz z moją matką przeprowadził się na wieś z powodu lepszych perspektyw na przyszłość. Razem prowadzili gospodarstwo, w którym hodowali owce. Przynosiło im to nie małe zyski. Jednak przyszedł kryzys i dochody nie były tak wysokie jak kiedyś. Wtedy właśnie urodziłem się ja. Miałem spokojne dzieciństwo. Rodzice dbali o moje wykształcenie. Jednak mnie od zawsze pasjonował las, wojaczka, polowanie. Chcąc czy nie chcąc ojciec musiał zaakceptować moje zainteresowania. Moi rodzice zmarli, gdy miałem 25 lat. Przeżyłem wtedy prawdziwy szok. Spakowałem swoje rzeczy i wyniosłem się z domu. Nie chciałem zostać tam dłużej, za bardzo przypominał mi o rodzicach. Po tym wydarzeniu zaciągnąłem się u bogatego szlachcica jako ochroniarz. Dzięki temu, udało mi się rozwinąć moje umiejętności wojowania. Służyłem tak przez 19 lat. Potem. Ehhh. Przyszli rozbójnicy i zabili szlachcica, mojego przyjaciela, gdy ja byłem na polowaniu. Jak wróciłem z domu zostały tylko zgliszcza. Po tym wydarzeniu przeszedłem przez portal, aby rozpocząć nowe życie. Bez bólu i cierpienia.
Wziąłem potężny łyk i zapytałem Adamusa:
-A jak wygląda historia życia u Ciebie?

Adaś:
Spokojnie wysłuchałem historii kompana. Powiem że była na prawdę ciekawa historia. Gdy Julian poprosił bym opowiedział o swojej historii, zatkało mnie sam nie wiedziałem od czego zacząć. Pociągłem mocniejszy łyk i zacząłem mówić:-Zacznę od tego że w wieku siedmiu lat. Gdy moją wioskę zaatakowała zbójecka banda. Wioskę spalili, splądrowali i wszystkich wybili do nogi tylko ja przeżyłem. Od tego czasu szwendałem się po lasach i wioskach na potkanych na mej drodze.....W wieku 14 lat dołączyłem do zbójeckiej bandy która rabowała na traktach. Dalej to wiadomo co robi zbój. Później zostałem hersztem bandy, kradliśmy rabowaliśmy aż mnie kompania nie zdradziła. A powiem że byłem mściwym młodzieńcem. Każdy który mnie zdradził stracił życie. Gdy wróciłem na trakty pod czas pierwszego rabunku wpadłem w ręce strażników. Trzy lata w więzieniu przesiedziałem. Dzień przed tym jak mieli mnie stracić na miejskim szafocie, do celi trafił bardzo stary elf. Jakiś buntownik, opowiedział mi o teleporcie. Kazał mi uciekać i jeszcze jednemu typowi z celi. Możliwe że nawet jest tu na Valfden. Ale przejdźmy do sedna.-Odchrząknąłem po czym kontynuowałem-
Po mojej ucieczce ukrywałem się w lasach aż dotarłem do teleportu i wtedy przeszedłem. To chyba tyle.
Gdy skończyłem pociągnąłem mocny łyk  z kubka.

Dragosani:
- Może i mi się marzy... - odparł Dracon tonem dość dziwnym. - Ale mimo to zostanę tutaj, z tobą. Jakoś nie uśmiecha mi się towarzystwo Adamusa i Juliana... nie żebym ich nie lubił. Ale cóż... - nie dokończył. Podniósł wzrok znad pokładu i spojrzał na łopoczący na wietrze takielunek. Czyż nie było czegoż urzekającego w widoku żagli okrętu? Cisza i zamyślenie Dracona przedłużały się. Wyrwał go z niego nagły mocniejszy powiew wiatru. Flamel spojrzał na Nudę. Uśmiechnął się przebiegle.
- A jakież to powody? - zapytał , odnosząc się do jej wypowiedzi.

Nessa:
   Przebiegły uśmiech dracona był  przebiegły, gdyż dracon uśmiechał się przebiegle - tak wyglądały właśnie myśli elfki. Nie miały ładu, składu i sensu. Kiepska była w wymyślaniu bajek, więc żadne logiczne wyjaśnienie potrzeby pozostania na pokładzie nie przychodziło jej do głowy. Poza tym prawdziwym rzecz jasna, choć je wolała pozostawić dla siebie, gdyż choroba na razie nie przypominała o swoim istnieniu. Nienaturalnie uśmiechnęła się (to duży eufemizm, gdyż wędrowny bajarz nazwałby to "wyszczerzeniem się") do maga. Po chwili zrozumiała, że Zeleris nie przerwie ciszy, która między nimi zagościła. Choć na to liczyła. Na bogów, mężczyźni przy uśmiechu nr 5 zawsze zaczynają inny temat.
- Moje powody są...dobre. Bardzo dobre - dodała i klasnęła w dłonie, by podkreślić ich słuszność. - Zdrowie, Zelerisie. Zdrowie! Powinniśmy oddychać pełną piersią, a nie siedzieć w zadymionych pomieszczeniach. Od razu przyjemniej się żyje. I cera - palcem wskazującym okrążyła swoją twarz. - To świetnie wpływa na cerę! Ja ci to mówię. My elfy znamy się na pięknie jak nikt! - Nuda dziwnie intonowała każde zdanie. No cóż, dziewuszka nie była słodką idiotką, a po prostu bardzo kiepskim kłamcą.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej