Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Eric:
- Również nie mogę za siebie poręczyć - zaoponował, coraz bardziej rozzłoszczony. - Bezczelność, doprawdy, bezczelność - zamruczał z kpiącym uśmieszkiem.
Anv:
Spojrzałem na młodszego Nivellena.
- Diom ogarnij się, pan chyba chce cię uderzyć. - podsumowałem, a gdy Diomedes próbował się oburzyć, pohamowałem go. - Tak, tak. Obroniłbym cię. Oczywiście, ale nie musisz zawsze pakować się w jakieś wesołe sprzeczki. - ironizowałem, po czym spojrzałem na rozmówcę mego brata, ktory mienić się miał Ra. - Ta. Jednak jego podstawy do niepewności są dość naturalne. Wybacz, ale przybywacie z nikąd, nie wiemy jak wyglądacie, nie wiemy też kogo wspieracie i czy z pewnością jesteście po naszej stronie. Zwyczajnie was nie znamy. Nazywacie siebie członkami Zgromadzenia, o którym nigdy nie słyszałem. Jedyne zgromadzenie jakie pamiętam to prawdopodobnie ugrupowanie, które było naszym największym wrogiem. Jakby nie było, możecie się źle kojarzyć.
Gunses:
- Cóż, argumenty zrozumiałe całkowicie. Niestety, nie powiemy wam więcej o nas niż możecie wiedzieć - rzekł cierpko czując że atmosfera rozładowuje się . patrzył cały czas na Anva - Jedyne o czym mogę zapewnić, że nie przybyliśmy tu z zamiarem wepchnięcia wam noża w plecy. Jednakże zachowanie niektórych tutaj obecnych może takowe decyzje poddać dyskusji.
Nessa:
Elfka zrozumiała, iż dracon dostrzegł, że zaciera ręce. Zresztą to nie było trudne zważając na jego pytanie. Kąciki jej ust uniosły się przyjaźnie do góry. Zaprzestała zacierania dłoni, które teraz położyła na biodrach.
- Sake ci się marzy? Wiedziałam! – powiedziała już donośniej. Miała wrażenie, że aż nazbyt. Zerknęła na boki, jednak nikt nie zwrócił uwagi na jej podniesiony głos. Radosny uśmiech zniknął z jej twarzy, gdy zobaczyła dziwną i bynajmniej nie serdeczną rozmowę Anva, Ra i nowicjusza, którego imienia nie znała lub nie pamiętała. Zdawało się jednak, że napięcie gdzieś uleciało, więc elfka mogła skupić się na swym rozmówcy. - Jeśli mam być szczera, to wolę tu pozostać. Zimno orzeźwia, a owe orzeźwienie jest mi z pewnych powodów bardzo potrzebne.
Anv:
- Sam średnio przepadam za niektórymi personami, ktor uczestniczą w dzisiejszej wyprawie. Staram się ich ignorować, wam też radzę zrobić podobnie w stosunku do osób które wasze decyzje mogą poddać dyskusji. Mam na myśli, to że wszyscy tu obecni to jedna drużyna, znamy się poniekąd, czasem wspólnie walczyliśmy, więc przy okazji większych kłótni, spora część może stanąć za tym kimś. Wy jesteście u nas nowi, a dodatkowo cieszycie się średnią akceptacją. Zaufam wam, aczkolwiek oka z was nie spuszczę. To jednak chyba jest zrozumiałe. - kontynuowałem, w pewnym sensie tonem osoby odpowiedzialnej za resztę. Tak czułem się przynajmniej w tej chwili.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej