Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Eric:
Diomedes nie wyglądał, by odpowiedź Ra go satysfakcjonowała. Węszył coś dziwnego w tym ugrupowaniu, choć jego członkowie nad wyraz dobrze się tłumaczyli.
- No nic - westchnął ze zrezygnowaniem. Stwierdził, że pewnie i tak nie wyciągnie na wierzch żadnych konkretów, a jakoś nie miał teraz ochoty na ciche spekulacje.
- To ja już nic nie węszę - obiecał i powrócił do wcześniejszego pytania. - Co do tego czym się zajmuję... Myślałem, że szata mówi wiele. Jestem nowicjuszem w Gildii Magów. Co prawda wcześniej zajmowałem się wojaczką w Kruczym Bractwie, które po moim odejściu przeistoczyło się w Samotnych ÂŁowców, ale można by rzec, że doznałem oświecenia - uśmiechnął się nieznacznie. Istotnie tak było, choć może słowo "oświecenie" nie do końca pasowało. Wszystko rozpoczęło się tym, że władzę przejął Zeyfar i Diomedes poczuł się przegrany. Potem nie podobał mu się również zmieniający się wizerunek bractwa. Mauren chciał wówczas zaprowadzić zbyt wiele gwałtownych zmian, które w ogóle nie pasowały do tej organizacji.
Dragosani:
Dracon uśmiechnął się krzywo, gdy usłyszał o rytualnych gwałtach. Zrozumiał, że elfka żartuje. Jakoś nie mógł sobie jej wyobrazić brutalnie gwałcącej pochwyconych mężczyzn. Chociaż... spojrzał na nią i w myślach przebrał ją w obcisły, skórzany i bardzo skąpy strój. W jego umyśle taki widok prezentował się bardzo ciekawie.
- To już wiem co kombinujesz, zagadując mnie. - wyszczerzył zęby w parszywym uśmieszku. - No ale co do smoka... nie pogardziłbym takim ogonem. Smaczny był. - odparł. - W sumie bardzo możliwe, ze jeszcze na jakiegoś natrafimy. W końcu będziemy szli z armią do stolicy Imperium. No ale cóż, teraz już wiemy jak walczyć z takimi gadami, więc uda się i tym razem. Może... - westchnął i potarł dłonią brodę. Spojrzał na wesoło gaworzącego Dioma z panami "jestem taki tajemniczy i mroczny". - Na razie sobie daruje rozmowę z nimi. - stwierdził.
Adaś:
Zaczęło mnie nudzić takie stanie na słońcu, a do tego zaczęło mi nie miłosiernie schnąć w gardle. Podszedłem bliżej kolegi i zaproponowałem:
-Chodźmy pod pokład na pewno kucharz ma jakieś dobre napitki na składzie.A mam nie miłosierną ochotę na sake.
Po czym ruszyłem w kierunku drzwi prowadzących do dolnych poziomów okrętu. Gdy byłem tuż przed tymi drewnianymi "wrotami", odwróciłem się i spytałem na tyle donośnym głosem aby towarzysze słyszeli:
-Idzie ktoś z nami na sake?
Mogul:
Nacjo nie odpowiadał z jednego, nad wyraz prostego powodu. Zasnął. Nudziło mu się aż tak bardzo, że postanowił się chwilowo zdrzemnąć. Niby poczuł, jak Nosfer coś do niego mówi, ale był w takim stanie, że nawet jego dobry kompan, w tym momencie nie obchodził go. To był błogi stan, nie zapomniał o tej uciesze, jakim był sen. Co go przebudziło więc? Ktoś, kto zaproponował sake. Nacjo żałował, że nie może się jej napić. Przecież maska mu przeszkadzała w tym. Rozejrzał się po uczestnikach wyprawy. Każdy był czymś zajęty, więc zamaskowany postanowił posiedzieć sobie jeszcze.
Julian:
Słysząc wołanie Adamusa, odpowiedziałem mu:
-Ja z tobą chętnie się napije.
I poszedłem w stronę drzwi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej