Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Patty:
Wygięłam wargi w uśmiechu, zastanawiając się, jakiej odpowiedzi udzielić.
- Ujmijmy to tak, Zeyfarze - zaczęłam - To były bardzo barwne czasy, w których nie brakowało mi tylko trzech rzeczy. Walki, złota i seksu. Czy taka odpowiedź ci wystarczy? - Zdawałam sobie sprawę, że może i to brzmi wulgarnie, ale tak naprawdę taka wtedy byłam.
Anette Du'Monteau:
-Rozwiązła z ciebie panienka. - uśmiechnął się łowca. -A przynajmniej była, bo raczej nie oddajesz się uciechom razem z zakonnikami, prawda? zapytał wręcz retorycznie i zaśmiał się. -Każdy z nas w młodości miał swoje "wybryki", takie czy inne. Podczas dojrzewania nie da się tego uniknąć, nie sądzisz?
Patty:
- Ponoć tak - odpowiedziałam, przeciągając się. Stanie w jednej pozycji było zbyt niewygodne, by spędzać tak całą podróż, a ja nie zamierzałam podporządkować życia umartwianiu się - Tak się utarło, że młodzież powinna się wyszumieć. Choć tak naprawdę i ja nadal taka jestem. Przynajmniej wiekowo... - zamyśliłam się - A co ty zrobiłeś w życiu ciekawego? Pochwal się, co rozrabiałeś mając lat naście.
Gunses:
- Nasz termin dobiegł końca - rzekł zza pleców Nikolaia Ra spokojnie - Skończyliśmy trening, jakiego się podjęliśmy. Ruszyliśmy więc na szlak. Jako, że od Notre Dame w każdej wiosce mówiono o waszej wyprawie, tak i przybyliśmy tu. Nie każdy jednak, jest nas w końcu więcej. To dobre miejsce, by pokazać się światu. Wiele znanych osób miało tutaj się stawić.
Anette Du'Monteau:
-W sumie nie mam pomysłu co można uznać za szalone z mojego życia. Był hazard, było zabijanie i tym podobne zajęcia. Ale to dopiero w późniejszym okresie moich podróży. Jak byłem młodszy to praktycznie można było mnie uznać za miłego, pomocnego i porządnie wychowanego syna kupca. Zbytnio nie rozrabiałem, ani nie kombinowałem z znajomymi. Byłem po prostu uczony tego, co musiałem wiedzieć dla przyszłej roli. Bogatszą historię mają moi bracia, na przykład taki Kylem. Przez dłuższy czas zadawał się z pustynnymi rozbójnikami, póki ich nie wystawił. Usłyszeli o jakimś skarbie na pustyni ukrytym głęboko w jaskini. Gdy stał na warcie i pilnował wejścia, nagle kamienna płyta osunęła się i zamknęła wejście. Kylem natomiast nie wiedząc co robić zabrał konie i sprzedał je razem z nadmiarem zapasów zabranych przez jego towarzyszy. Jakimś cudem rozbójnicy się wydostali i zaczęli go szukać. W ten czas mój brat poszedł do wojska. Ale i tam długo nie zagrzał miejsca. Podczas jednej z operacji, usłyszał od miejscowego o mitycznym ptaku, którego wielkie jaja były cenniejsze niż jakikolwiek kamień szlachetny. Skuszony taka propozycją ruszył natychmiast. Podobnież z początku nieźle mu szło, ale wielki ptak okazał się jakąś dziwna odmianą gryfa. Nie dość że nic nie zarobił to rozbójnicy znów wpadli na jego trop. No, a od tamtej pory nie słyszałem o nim nowych wieści.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej