Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Nessa:
Uśmiech dracona nie podobał się elfce, ale co poradzić? Sama była sobie winna. Zarumieniła się jeszcze bardziej. Dłonią dotknęła jednego z policzków, by upewnić się, że wygląda teraz jak pomidor. Zaśmiała się nerwowo, jednak po chwili uspokoiła się gotowa do odpowiedzi.
- Właśnie, z armią. Mając dookoła siebie tłum żołnierzy ciężko będzie pokonać smoka jak ostatnio. Jedno zionięcie ogniem i wiele dzieci straci ojców - westchnęła. Usłyszała zaproszenie Adamusa. Miała wrażenie, że do pijackiej zabawy pierwsi zawsze są ÂŁowcy. Popatrzyła na maga:
- Nie napijesz się sake? Ja oczywiście tu zostanę. ÂŁadne widoczki, świeże powietrze, morze...
Dragosani:
Zażenowanie i zawstydzenie elfki było urocze. Lecz Flamel łaskawie nie skomentował tego n słowem, ni miną. W końcu był Draconem miłym i sympatycznym, czemu nikt przecież nie zaprzeczy. A przynajmniej nie w jego towarzystwie.
- Mi tam tłok podczas bitwy nie straszny... - powiedział dziarsko i delikatnie poruszył skrzydłami. - Poza tym nie wydaje mi się, abyśmy brali udział w głównym natarciu. Naszym celem jest uratowanie ogona Aragornowi, a nie jakaś tutejsza wojenka. - stwierdził. Słysząc kolejne słowa Nudy uśmiechnął się wrednie.
- Najpierw sugerowałaś, abym pogadał z Diomem i zamaskowanymi, teraz mówisz o sake... próbujesz się mnie pozbyć? - zapytał bezczelnie.
Eric:
Diomedes zignorował zaproszenie Adamusa na wspólną popijawę. Bardzo lubił sake, ale coś się w nim przekręciło i chwilowo po prostu nie miał ochoty urozmaicać swej krwi zbyt wielką ilością niepotrzebnego alkoholu. Wystarczyła mu flaszka spoczywająca gdzieś w jego szacie. Dlatego też został w swej siedzącej pozycji, miast, jakby nakazywały oczekiwania innych wobec niego, udać się pod pokład, by odciąć się chwilowo od świata przy pomocy butelczyn wypełnionych błogim płynem. Podjął się natomiast innej rozrywki. Postanowił się nieco zabawić podczas oczekiwania na odpowiedź zamaskowanych. Zaczął się skrzętnie i dokładnie przyglądać małemu, niewinnemu flircikowi nieznanej mu elfki i dracona. Doprawdy, urocza była to parka. ÂŚliczna, delikatna i smukła elfka obok wielkiego, mrocznego i przerażającego dracona, któremu zdecydowanie źle z oczu patrzyło. Diomedes nie mógł się nadziwić, jak jego przyjaciel potrafił się zmieniać w obecności kobiet. Co prawda przy Patty zachowywał się właściwie tak samo jak zwykle, ale to Nivellen był w stanie zrozumieć, a nawet poprzeć tezą czy dwiema. Być może nie znał elfki, ale był prawie pewien, że różni się od dracona w całej okazałości. Zadziwiające, jak wiele można było wyczytać z tej uroczej, ciepłej twarzyczki, wyglądającej jakoby mrok świata nie położył jeszcze na niej swych brudnych łapsk. Ten mały romansik był wyraźnym przykładem jednego z powszechnych powiedzeń "przeciwieństwa się przyciągają". Do tej pory Diomedes myślał jednak, że jedyne zastosowanie ma to tylko w nauce. Chyba że... Ta milutka i wesolutka twarzyczka była tylko maską, pod którą ukrywała się bezlitosna, zimna i okrutna persona? Diomedes rechotał w duchu rozważając przeróżne możliwości tożsamości młodej elfki, ale dziwnym trafem ani razu przez myśl mu nie przeszło, by się z nią zaznajomić.
Anv:
Zaczaiłem się za Diomedesem i zachodząc go od tyłu, klepnąłem z całej siły w plecy. Wyrwało go to dość gwałtownie z jego przemyśleń. Zachwiała się też równowaga Nivellenowego brata, aczkolwiek po kilku nagłych krokach w przód, dał radę ustać. Wtedy od razu odwrocił się i spostrzegł moją zacną mordeczkę.
- Co się czaisz znowu? Nie tak cię wychowywałem. - odrzekłem rechocząc.
Mogul:
Nacjo wyrwał się z zawieszki. Wpadł na genialny pomysł. Wstał, zawiesił miecz na plecach i przeszedł się kawałek. Gdy znalazł kapitana statku zadał mu pytanie, które najwyraźniej tego zaskoczyło
- Macie tu jakieś wędki i przynęte?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej