Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (31/118) > >>

Elrond Ñoldor:
- Kilka miesięcy temu - a widząc zdziwienie na twarzy Diomedesa, dodał - a nie słyszeliście o nas bo jesteśmy specami w ukrywaniu się. I mamy swoją siedzibę w niedostępnych górach północy, w jednej dolinie znaleźliśmy sobie przytulne ruiny... Dziczyzna można powiedzieć sama się na ruszt pcha. Niedługa zamierzamy rozszerzyć naszą działalność. Polować dla zarobku. A ty? Czym się zajmujesz?

Eric:
- Interesujące... - powiedział, nie do końca wierząc słowom Nosferatu. - W takim razie, dlaczego właśnie teraz się zdradziliście? Przecież nie mieliście pojęcia kim jesteśmy, ani gdzie i po co się wybieramy - dodał, ignorując pytanie kompana i chwytając się innego tematu.
- No chyba że wasza siatka wywiadowcza jest równie skuteczna co zdolność ukrywania się - mruknął kąśliwie i uśmiechnął się tym przyjaznym uśmiechem, po którym ma się ochotę jego właścicielowi sprzedać mocną piąchę prosto w twarz.

Nessa:
   Elfka zmarszczyła brwi i popatrzyła na dracona. Zachowywał się dziwnie. Ta historia z przeziębieniem nie była ani złośliwa, ani upokarzająca Nudę. Coś tu nie gra. Zeleris nie był zelerisowaty. Dodatkowo dziewczyna nie uważała się za osobę nader bystrą, ale wyłapałaby kpinę w jego głosie. Skoro jednak tego nie zrobiła, to nie wypadało nie odpowiedzieć, chociaż ostatnio zdecydowanie zbyt wiele osób interesowało się jej przeszłością. Niedobrze. 
- Trafiłeś, choć to trudne nie było. Pochodzę z Elanoi, ale nie chcę mówić o swej przeszłości - odparła z lekkim uśmiechem. Odetchnęła głęboko kilka razy, gdyż zdawało jej się, że okręt zaczyna się kołysać.
- Twój znajomy, którego również męczył podobny kaszel, właśnie ucina sobie pogawędkę z naszymi zamaskowanymi. Ich już pewnie "Strzałką!" nie przywitał - dodała, patrząc w kierunku Diomedesa i stojących przy nim postaci.

Anette Du'Monteau:
//: Z powodu niedyspozycji Aragorna muszę nieco przedłużać ten fragment wyprawy, aż do jego powrotu(nie wiadomo kiedy:[). Proszę więc o wyrozumiałość i dalsze ładne, klimatyczne posty. Postaram się jakoś nas wszystkich zająć itd. Dziękuję :)

Zeyfar zbudził się z swojego półsnu. Wstał i cicho niczym duch przeszedł na pokład. Wszyscy podzielili się na tych co rozmawiają i tych co owych rozmów wyłącznie słuchają. Mauren postanowił wymienić kilka zdań z dobrze mu znaną damą. Patricia de Drake. Znana również pod uroczym imieniem Patty. Nie mógł się nadziwić delikatnej urodzie dziewczyny, która podejmowała się w życiu różnych prac, a w dodatku była wychowana przez turdnaszan z Ketofy. Zeyfar miał okazję zwiedzić "posiadłości" kuzynów jaszczuroczłeków i poznać część ich zwyczajów. Ten fakt potęgował wrażenie jakie na nim robiła Patricia. Zbliżył się do zakonniczki i oparł tyłem pleców o burtę podtrzymując się na łokciach.
-Wracają wspomnienia, hmm? - spytał niezobowiązująco

Dragosani:
- Nie to nie... - odparł mag. Nie zamierzał naciskać, dążąc do uzyskania odpowiedzi na pytanie o przeszłość. Jakoś nieszczególnie go ona interesowała. Uśmiechnął się paskudnie. - Mam tylko nadzieję, że nie jesteś ukrywającą się tutaj, psychopatyczna morderczynią, która zbiegła spod szafotu w Elanoi. - zażartował serdecznie. Teraz już odwrócił się plecami do burty i oparł się o reling. Skrzyżował ręce na piersi. Spojrzał w kierunku Diomedesa, rozmawiającego z zamaskowanymi.
- Później sam z nimi porozmawiam... - stwierdził. - Nietypowi to osobnicy, to trzeba przyznać. Ciekawią mnie ich zasady. Na przykład dlaczego noszą maski. Czy coś one symbolizują i takie tam. - jednak w tej chwili nie miał ochoty obgadywać obcych. Dlatego też postanowił zmienić temat. Na jakiś przyjemniejszy.
- Jak myślisz, będziemy na tej wyprawie znów walczyć ze smokami? - zapytał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej