Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Julian:
Dziwny ten nieznajomy. Lubię takich.
Niestety nie. A ty nie pociąłeś się jeszcze tym ciętym językiem? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
Paliłem nadal w ustach fajkę i obserwowałem morzę, czekając na reakcje nieznajomego.
Elrond Ñoldor:
Nosfer rozglądną się na boki. Ra był zbyt pochłonięty ukradkowym podsłuchem by zwrócić na niego uwagę. Przyjął chyłkiem butelczynę od człowieka i odchylił lekko maskę. Nikt nic jednak nie mógł zobaczyć. Już się o to postarał.
- Dziękuję. Przedni trunek - odpowiedział. - A jesteśmy myśliwymi. Wiem że normalni myśliwi nie biegają ubrani w ciężkie płaszcze i maski, gdy na zewnątrz słoneczko sobie ładnie dokazuje, ale nie jesteśmy zwykłymi myśliwymi. Zwykły myśliwy zabije jelenia, wilka, czasem mu się topielec trafi. My specjalizujemy się w bestiach najmroczniejszych, takich, na widok których dziewki mdleją, a chłopom mokro się robi w gaciach. No i dlatego mamy maski... mamy kodeks... i właśnie przez niego nie możemy zdradzić kim jesteśmy. Nie wiem tylko czy pić możemy - spojrzał chyłkiem na Mistrza. - I nazywam się Nosferatu. W skrócie Nosfer - wyciągnął rękę w geście przywitania.
Dragosani:
Troska elfki o jego stan wzruszyła Dracona. Naprawdę. No naprawdę! Tak bardzo wzruszyła, że aż wykrzywił słodki pyszczek w uśmieszku.
- Och, nie ma takiej potrzeby. Musiałem się gdzieś zaziębić... wiesz, te komnaty w Gildii są pełne przeciągów. Studiowanie całymi godzinami ksiąg w takich pomieszczeniach nie jest jak widać zbyt korzystne dla organizmu. - wytłumaczył się, lecz było gołym okiem widać, że nic mu nie jest. Czyli parszywie kłamie. Albo też szlachetnie ugina nieco prawdę, aby nie sprawić przykrości elfce. Doprawdy, zachowanie godne dworu!
Gdy Nuda gwałtownie się odwróciła nawet nie skomentował tego. Nie miał w tym celu. Jednak sam wciąż wpatrywał się w "dal". Milczał przez chwilę i stwierdził sam sobie, że zaczyna lubić Nudę. Jeszcze kilka lat temu nie przepadał za elfami. Nic dziwnego, żył w ludzkich osadach, często skrajnie rasistowskich. Lecz po przejściu przez portal na Valfden wszystko się zmieniło. Na lepsze.
- Skąd właściwie pochodzisz? - zapytał w nagłym przypływie ciekawości. - Z Elanoi, czy skądś spoza państwa elfów?
Eric:
- Nosferatu... - mruknął z zadumą. - Ciekawe imię... Mnie zaś zwą Diomedesem Nivellenem - powiedział, jak nakazywała kultura i obyczaj, po czym z tych samych powodów uścisnął dłoń Nosferowi. Niestety plan Diomedesa, który miał pozwolić mu ujrzeć twarz nieznajomego spalił na panewce, gdy ten w niewyjaśniony sposób napił się tak, że Nivellen nie dostrzegł nawet skrawka facjaty zamaskowanego człeka. Zagryzł wargi, ale poprzestał już prób obejrzenia twarzy kompana. Skoro jego kodeks mu tego zabraniał, to Diomedes w pełni to rozumiał. Cenił sobie ludzi honorowych, którzy mieli swoje własne zasady, choć jemu samemu zdarzało się łamać takowe. Nie miał jednak do siebie pretensji.
- Kiedy się uformowaliście? - zapytał, po raz kolejny zręcznie trafiając w punkt. - Nigdy wcześniej was na Valfden nie widziałem, ani o was nie słyszałem. A uwierzcie, plotki o zamaskowanej grupie... myśliwych rozchodzą się szybko. - ciągnął swą wypowiedź. Niezmiernie zainteresowało go to niewątpliwie ciekawe ugrupowanie. Dlatego starał się zaspokoić ciekawość. A może i również dlatego, że te maski budziły w nim dziwny, niewyjaśniony niepokój. Choć czuł w tych ludziach coś znajomego (choć nie mógł stwierdzić co takiego), wątpił, by mógł im zaufać. W końcu ciężko wejść w bliższą relację z kimś, kto nawet nie raczy odsłonić własnej twarzy. Nawet jeśli kieruje się jakimś tam kodeksem.
Gunses:
Gunses zaciekawiony rozmową jaką zaczął prowadzić Nikolai podszedł do niego. Nie włączył się jednak do rozmowy. Stanął za Nosferatu, ramie w ramię z Ocianem. Nie chciało mu się rozmawiać, ale był ciekawy odpowiedzi, jaka padnie z ust Niko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej