Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (27/118) > >>

Julian:
-Tytoń, który dawno temu dostałem od wójta pewnej wioski. Zachowałem go właśnie na taką okazję. A co chcesz troszkę? Jednak fajką się nie podzielę. Sam ją wyskrobałem w czasie długich nocnych wart w Bractwie. - powiedziałem do Adamusa.
Zacząłem obserwować morze. Jakie one piękne. Niedaleko przelatywały mewy.
-Adamus, jak wpatruje się w morze to mam ochotę rzucić wojaczkę, kupić malutki domek na wybrzeżu i zajmować się tylko i wyłącznie połowem ryb. To takie spokojne. Takie ciche.

Adaś:
Wykorzystując chwilę przerwy w słowach zakonnika powiedziałem:
-Nie dziękuję może kiedy indziej.
Po czy wysłuchawszy dalszych jego słów powiedziałem z lekką zadumą.
-Ja sam nie wiem jak by moje życie wyglądało bez wojaczki.Przyzwyczaiłem się i chyba trudno było by mi to rzucić, ba piekielnie trudno. Ale kto wie może ktoś kiedyś mi pomoże to rzucić dla ważniejszych rzeczy.-Po czym dokończyłem z uśmiechem- Ale na razie się na to nie zanosi.

Nessa:
   Odczekała chwilę. Statek wydawał się naprawdę stabilny, a i żołądek zbytnio nie szalał. Cóż więc mogła w takim momencie zrobić elfka? To logiczne - zacząć skakać. Delikatnie i wpatrując się w pokład. Jak niezbyt bystre dziecko, które chce sprawdzić, czy most, na który weszło, nie jest spróchniały. Nudzie brakowało jedynie dwóch warkoczyków, by wyjść na istotę uroczą. Teraz wyglądała nadzwyczaj żałośnie. Jak wariatka. O dziwo, żołądek elfki i to wytrzymał. Chyba naprawdę przyzwyczajała się do podróży statkiem. Choć to może zbyt wielkie niedopowiedzenie - Nessa przyzwyczajała się do okrętów, stojących w porcie. Ogromnych i nie kołyszących się.
   Kolana nadal jej drżały, pobladła nieznacznie, jednak dzielnie i z lekkim uśmiechem rozejrzała się po pokładzie. Nie mogła ignorować towarzyszy, gdy stali jeszcze w porcie. Wiedziała przecież, że całą podróż kolebiącą się - o! i jeszcze śmierdzącą! - łajbą spędzi w samotności, oddając się podziwianiu widoków za burtą. Przydałby się Yarpen z tym ohydnym płynem. Krasnoluda jednak nigdzie nie było, więc wypadało wziąć się w garść.
   Wszyscy dziwnie się rozpierzchli. Oczywistym było, dlaczego elfka unikała towarzystwa, no ale reszta? Dostrzegła Adamusa gawędzącego z Julianem. Widok fajki zniechęcił. Następnie dojrzała zamyśloną Patty. Nie znała jej zbyt dobrze, ale nie chciała być niegrzeczna, więc postanowiła jej nie przeszkadzać. Zeyfara nigdzie nie było. W cieniu raczej się nie skrywa, bo niby gdzie. Och, jeszcze na dziobie stał Darlenit, choć elfka pewności nie miała. Zbyt wielu osób znajdowało się na okręcie. Byli jeszcze mężczyźni w maskach. Tajemniczy, mroczni i zapewne z przepoconymi twarzami, bo ile można takie coś nosić? Korciło ją, by do nich podejść i porozmawiać, ale odwagą nasza ślicznotka nie grzeszyła. Tym bardziej że wątpiła, iż za maską kryją się radosne oczy lub miłe uśmiechy. Ich przywódca wprawdzie nie wydawał się być złem wcielonym, ale elfka mężną lwicą również się nie urodziła. Liczyła, że jeszcze będzie miała możliwość ich poznać.
   Cóż Nessa mogła więc uczynić? To oczywiste! Podeszła do niezbyt urodziwego, choć nadrabiającego złośliwością, jedynego dracona na tym statku.
- Nie wierzę. Sam tu stoisz i nie otacza cię grono wyznawców - powiedziała radośnie choć niezbyt grzecznie. Czekała tylko na złośliwą odpowiedź, która ją przytłoczy i pozbędzie się wyrzutów sumienia, że nie jest towarzyska.

Julian:
-U mnie także nie. Jestem starszy od Ciebie i u mnie zanosi się na to szybciej. Mam propozycję podejdźmy do kogoś innego i zagadajmy. Wszakże walczymy razem i się nie znamy. Współpraca jest ważna!

Adaś:
Spokojnie się rozejrzałem po całym okręcie i powiedziałem:
-Będąc szczerym ja tu większość osób znam. Ale pomysł dobry.
Po czym wskazałem ruchem ręki Julianowi aby szedł przodem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej