Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (28/118) > >>

Dragosani:
Wcale nie taki niezbyt urodziwy i złośliwy, lecz miły, przyjazny Dracon o dostojnym wyglądzie, stał sobie spokojnie przy burcie okrętu, podpierając się o reling. Obserwował... właściwie nic szczególnego. Po prostu patrzył w szeroko pojętą "dal". I owa "dal" wcale nie była tyłkiem portowej dziewki spacerujące sobie wśród tłumu na nabrzeżu! To tak, aby uniknąć niedomówień. Rozmyślał o tym co go ostatnio spotkało. Albo raczej co spotkało nowicjusza i adepta, których wysłał jakiś czas temu z pewny zadaniem. Właściwie to "kto" ich spotkał. Wedle ich raportu była to osoba nader interesująca i Flamel po prostu musiał zrobić co tylko się dało, aby ja odszukać. Zamierzał poprosić o pomoc Deva. Wszak Wielki Mistrz ma spore możliwości, a wspomnienie kilku słów o zwracaniu uwagi na jednookich starców zarządcą filii z pewnością się w owych "możliwościach" mieściło. Dracon słuchał szumu wiatru i fal. Co chwile było również słychać skrzek mew, albo delikatny stukot takielunku. Były to bardzo odprężające dźwięki. Wielce żałował, ze przez mgłę możliwości podróży morskich w jego świecie drastycznie się zmniejszyły. Jednocześnie cieszył się, że mimo tego ma taką możliwość. Jednak dźwięki te zakłócały rozmowy towarzyszy. Powrzaskiwania kapitanów statków. Głośne beknięcie marynarzy... przez tą gamę dźwięków przedarł się również odgłos zbliżających się, lekkich kroków. Zeleris nie odwrócił się i po chwili usłyszał śpiewny głos Nudy. Czyżby "strachliwa elfka" miała poczucie humoru? Dracon uśmiechnął się krzywo i przechylając głowę spojrzał na nią. Oczywiście musiał odpowiedzieć coś złośliwego. Nie mógł jej zawieść.
- Jak widzisz nie muszę szukać wyznawców. - powiedział. - Zagadują mnie sami. - dodał i ponownie uśmiechnął się krzywo.

Eric:
Diomedes chwilowo stronił od rozmów. Był w dziwnym, nostalgicznym nastroju, który nie wyrażał zgody na wdawanie się w wesołe pogawędki. Oparł się więc ramionami na burcie i tęsknym wzrokiem sięgał daleko za horyzont, oczyma wyobraźni snując przeróżne, fantastyczne wizje. Musiał wówczas wyglądać doprawdy ciekawie, gdy z tak skupioną i poważną twarzą, zamarłą w rysach głębokiego zastanowienia, wpatrywał się hen daleko, a jego źrenice pobłyskiwały nieznacznie. Wiatr przyjemnie przeczesywał jego włosy leniwymi smugami i poruszał szatą, która cicho łopotała, gdy jej pofalowane fałdy były bezlitośnie atakowane przez wietrzne uderzenia. I właśnie wtedy flaszka, którą trzymał za pazuchą, zdecydowała osunąć się po połach szaty na tyle, by przyciągnąć uwagę Diomedesa, który zdążył już zapomnieć o swoim skromnym prowiancie. Refleksy słońca, które odbijały się we szkle, najpewniej zwróciły uwagę także postronnych osób, tak zwanych "sępów". Diomedes szybko więc zasłonił butelczynę swoim ciałem, żywiąc głęboką nadzieję, że nikt nie będzie miał ochoty się z nim napić; odkręcił flaszeczkę i przystawił gwint do ust. Przez chwilę spoglądał w zadumie na falujące morze, po czym złączył powieki, przechylił butelkę do góry i pociągnął łyk. Fala ognia przeszła przez gardło Diomedesa, co pozwoliło mu w końcu wybudzić się z tego melancholijnego nastroju, który trzymał się go od samego początku podróży. Oczywiście dopiero po kilku kolejnych łykach. Przeciągnął się leniwie w akompaniamencie szczęku kości jego pleców i karku. Włożył flaszeczkę ponownie na jej miejsce i usiadł wygodnie, opierając się o burtę.

Nessa:
   Elfka skrzywiła się nieznacznie. Wiedziała, że dracon uraczy ją jedną ze swoich ciętych odpowiedzi, jednak oczywistym było, że nie przyjmie jej z jakąś chorą satysfakcją czy bez poczucia przegranej. Liczyła jednak, że kiedyś się wyrobi. Jest w końcu elfem i ma duuużo czasu.
   Nuda podeszła i podobnie jak Zeleris oparła się o reling. Tak, to musiało wyglądać zabawnie. Wielki potwór i drobna długoucha. Dziewczyna zadarła głowę i odpowiedziała już bez jakiejkolwiek złośliwości:
- Nie pochlebiaj sobie. Wszyscy gdzieś się porozchodzili, albo z nostalgią wpatrują się w dal. Są jeszcze nasi nowi kompani, ale jakoś nie wydają się być rozmowni, albo to ja jestem jakaś dzika - westchnęła, po czym uśmiechnęła się (wcale nie złośliwie! No co wy!) szeroko do dracona:
- Cuda się dzieją, ale wydajesz się najlepszym rozmówcą w tej chwili - bez choćby krótkiej przerwy kontynuowała. Nie chciała przecież, by mag przygniótł ją kolejną ripostą. - Spotkałeś kiedyś już takich ludzi w maskach? Bo ja pierwsze widzę, chociaż może oni po prostu unikają lasów.   

Dragosani:
Flamel spojrzał w górę, wprost w cieniutką warstwę chmur. Lubił patrzeć w niebo. Czy to nocne, czy dzienne, nie miało dlań znaczenia. Czuł się blisko związany w przestworzami, co było raczej zrozumiałe. Każdy kto ma skrzydła i jest Arcymagiem Wiatru powinien czuć się z nimi związany. Inaczej mógł być bez wahania określany jako "dziwny", Słysząc słowa Nudy kaszlnął, gdy powiedziała że jest "dzika". Albo raczej postarał się, aby parsknięcie śmiechem wyglądało na kaszel. Wyszło mu to całkiem nieźle. Spojrzał na jednego z zamaskowanych o których mówiła elfka.
- Nigdy ich jeszcze nie widziałem. - przyznał marszcząc brwi. - I bardzo nie podoba mi się, że Zeyfar tak łatwo im zaufał. są obcy, izolują się i noszą maski. Cóż może bardziej niż to nie wzbudzać zaufania? - rzucił retoryczne pytanie. - Mam nadzieję, że w decydującej chwili nie wbiją nam noża w plecy... Albo raczej "nie spróbują" tego uczynić.

Julian:
Tylu tu rycerzy, do kogo by tu zagadać? - pomyślałem
O! Tu jest ten wojownik, który opowiedział mi anegdotkę o magu, który podczas pośpiesznej teleportacji stracił głowę.
Podszedłem do wojownika i zagadnąłem:
-Witam, jak pija podróż?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej