Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Julian:
Muszę wierzyć Ci na słowo. Choć kto wie, czym będą nas karmić jeśli dostaniemy się do niewoli...
Pociągnąłem wielki łyk wina. I kontynuowałem:
Jak sądzisz, co nas czeka po drodze? Wiem, że byłeś na wcześniejszej wyprawie.
Devristus Morii:
Jakbyś mógł Zeyfarze się zapytać. Może to by mogło nam pomóc w walce z nimi powiedział Elf A teraz jesli już nie jestem Ci potrzebny, pójdę popodziwiać krajobrazy tegoż
Adaś:
-Czemu od razu takie pesymistyczne założenia z niewolą?
Zapytałem lekko zdumiony, po czym dodałem:
-A co do tego co nas może czekać to wiedz że na pewno krew łzy i pot.-Odpowiedziałem filozoficznie po czym kontynuowałem- Na pewno będzie ciężko Om ma bardzo dobrych żołnierzy, a pancerze mają takie że trudno je przebić. Możliwe że nawet smoka zobaczysz, podczas walki. Ale ich nie ma co się bać. Jesteśmy można powiedzieć weteranami w walce z tymi pięknymi istotami.- Ostatnie zdanie wypowiedziałem z uśmiechem na ustach i poklepałem zakonnika po plecach tak że prawie mięso mu z patyka spadło.
Anette Du'Monteau:
Nim Devristus odpowiedział Zeyfar zniknął w celu wypytania się kogoś o tych dziwnych wojowników. Chwilę zajęło nim udało mu się zasięgnąć języka na ten temat. Jednak, gdy już dowiedział się czego trzeba wrócił szybko. Wróciwszy na miejsce do maurena podbiegł goniec. Przekazał jakąś kartkę i po lekkim klepnięciu w ramię pognał ponownie w jakimś kierunku. ÂŁowca odczytał zawartość wiadomości w myślach i uśmiechnął się.
-Wielki Mistrzu Devristusie. - rozpoczął zwracając się do maga. -Ci wojownicy znani są tutaj jako Wyniesieni. Inna popularna nazwa to Wypaczony Wojownik. Wedle podań zmieniło ich ciągłe oddziaływanie na nich demonów oraz ich mocy. Kiedyś byli ludźmi, lecz teraz są automatami do zabijania. To tyle co mi powiedziano. Zeyfar odwrócił się do reszty kompanii.
-Za pół godziny zbiórka! Przygotować się!
Patty:
Do tej pory siedziałam spokojnie w cieniu potężnej budowli, jedynie przysłuchując się rozmowom towarzyszy. Przyglądałam się z pewnym zainteresowaniem zamaskowanym przybyszom, zastanawiając się, jak wytrzymują tutejszą pogodę odziani od stóp do głów. Wzruszyłam jedynie ramionami, dochodząc do wniosku, że widocznie lubią i nie ma co ingerować w prywatne gusta i fetysze. Słysząc słowa Zeyfara sięgnęłam po pas z mieczem, do tej pory leżący nieopodal. Był zbyt ciężki, by nieustannie go nosić, ale taki musiał być, w przeciwnym razie kolczuga zbytnio obciążałaby ramiona. Owinęłam go wokół talii, zapinając klamrę. Jako, że miałam jeszcze chwilę czasu przymknęłam oczy, czekając na wymarsz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej