Tereny Valfden > Dział Wypraw
Jesienny spacer
Anette Du'Monteau:
-Wydawało mi się, że pierwszy raz jesteś na Valfden. Skąd zatem już znajomi będący tutaj dobrze ci znani? - pytałem próbując czegoś się dowiedzieć. Szedłem spokojnie krok w krok za elfem. Nie często bywałem w tego typu wioskach czy osadach, więc nie znałem ani sklepów, ani targów, czy choćby ludzi. Cieszyłem się zatem, że Elltharias ma choć niejakie pojęcie gdzie powinniśmy się udać. Inna zaletą takiej sytuacji było to, że znów mogłem poznać nieco tego pnącego się ku górze rycerza. Choć pewnie był uznał, iż rycerz to za dużo powiedziane. Pierwszą cechą, którą u niego dostrzegłem była ta skromność, jakże typowa dla osób obracających się w kręgach wyznawców Zartata.
Izabell Ravlet:
Dni mijały mi monotonnie. Od powrotu z Coru w sumie nic nie robiłem, więc postanowiłem przerwać tą rutynę, wychodząc po raz pierwszy od kilku dni poza tereny Gildii. Lecz jaki miałem w tym cel? Chciałem się przygotować do wyprawy, niedługo mieliśmy odbić Aragorna, więc postanowiłem zainwestować nieco pieniędzy w nowy miecz. Wziąłem ze sobą więcej pieniędzy niż zazwyczaj i ruszyłem do stajni Gildii. Tam już czekała na mnie biała klacz, jeden z moich ulubionych koni. Poprawiłem siodło i wskoczyłem na nie.
Ruszamy - powiedziałem do klacz. I tak, w spokojnym tempie zaczął się mój jesienny spacer.
Liście szeleściły pod kopytami konia. ÂŁąki pożółkły, drzewa pogubiły znaczną część liści. Zwierzęta gromadziły zapasy. Krótko mówiąc - Atunus pełną parą. Ja tymczasem zobaczyłem cel swej podróży - niewielką osadę, do której zjechali kupcy z całej wyspy. Zostawiłem klacz w stajni i dalej ruszyłem pieszo...
Gordian Morii:
- Hmm... - zamyśliłem się szukając odpowiedzi na pytanie Zeyfara. - Można powiedzieć, że jedną z moich pasji jest natura i przebywanie w jak najbliższym kontakcie z nią. Jak zapewne zauważyłeś mam w sobie coś z samotnika, a więc bardzo często zdarzają mi się piesze lub konne wyjazdy w różne miejsca niezbyt oddalone od siedziby Bractwa. Podróże trwają czasami dzień, a czasem i nawet tydzień. Na jednej z nich spotkałem polującą Livię, której nieopatrznie spłoszyłem pięknego jelenia. Widać Zartat chciał, by zwierzę przeżyło i uniknęło oddania skóry i rogów na trofea tej łowczyni. Mimo, że początkowo była na mnie trochę zła w końcu się uspokoiła i już dalszy czas podróży spędziliśmy wspólnie. Muszę Cię jednak ostrzec, że znajomości nic nie pomogą. Jeśli chodzi o interesy to jest to bardziej krasnolud niż elfka. - powiedziałem z uśmiechem wspominając tamten czas.
Anette Du'Monteau:
-Chyba nie masz mnie za zwykłego cwaniaka elfie? Już nie raz układałem się z krasnoludami, ludźmi z innych wymiarów, a także wieloma innymi rasami. ÂŻyłka do interesów od zawsze jest w mojej rodzinie. To spuścizna, której nie sposób się pozbyć. Poza tym doceniam dobrą robotę. Wiem co jest warte swej ceny i będzie mi służyło idealnie. - odparłem.
-Co do waszych zakupów to na pewno się przydadzą. Próba odbicia Aragorna nie będzie należała do najłatwiejszych. Będziemy zdani wyłącznie na siebie.
Gordian Morii:
-Jeśli chodzi o Aragorna to pamiętaj, że potęgą armii nie jest siła walczących, ale mądrość dowodzącego.- powiedziałem wspominając kilka życiowych sytuacji, w których uczestniczyłem. (...)
- Witaj Livio! Cóż tam u Ciebie słychać? - zapytałem jasnowłosą elfkę stojącą przy kramie z łukami i strzałami wszelkiego rodzaju.
- Witaj Ellthariasie. Wszystko świetnie, z czym przybywacie Panowie? - odpowiedziała na pozdrowienie sprzedawczyni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej