Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czara goryczy

<< < (18/29) > >>

Rikka Malkain:
W przeciwieństwie do Nikolaia, Ociana i Pienika. Garik nie udał się od razu do karczmy. Pokręcił się jeszcze chwilę po miasteczku, obejrzał to i owo, lecz noc dobiegała końca, zaraz miał nastać ranek. Tak więc podobnie reszta Wampirów Garik był zmuszony skryć się przed słońcem. Podczas swojego krótkiego spaceru zdążył już zorientować się co do położenie najlepszej tutejszej karczmy, prawdopodobnie jedynej.
Wszedł do budynku, jak to w karczmie pachniało mięsem, alkoholem, i śmierdziało stałymi bywalcami. Jeden z nich, już doszczętnie pijany, a jeszcze nawet nie wstało słońce, zarzygał podłogę i zaczął kląć na wszystkie strony jakie "gówna" podają klientom, po chwili został wyrzucony przez tęgiego młodzieńca,pomocnika karczmarza, który zapewne był jego synem.   
Garik ominął wymiociny, który już był sprzątane przez jakąś dziewczynę i podszedł do karczmarza.
-Szybciej Helga! Zaraz ludzie się zaczną schodzić, a tu taki syf!- wrzeszczał karczmarz.
-Ehem.-
-A tak oczywiście, przepraszam. Czego pan sobie życzy?- zapytał człowiek.
-Jakiś porządny pokój, dwie butelki wina, i... trochę pieczeni. Na nazwisko pana Cadcusa.-
Karczmarz najwyraźniej dobrze już wiedząc kim jest Garik, szybko podał mu klucz i uśmiechając się zapewnił, że już za chwilę wszystko zostanie dostarczone do pokoju.
Już na górze, Wampir wszedł do pomieszczenia. Wyglądało na całkiem przyzwoite, grube ciemne zasłony, kominek, dwa fotele... W pierwszej kolejności Garik dokładniej zamknął okiennice,  i okno, oraz dobrze zasłonił. Następnie ściągnął kaptur, usiadł wygodnie w fotelu i czekał. 

Elrond Ñoldor:
Nikolai zrzucił płaszcz na fotel, przeciągnął się. Dawno nie spał, toteż kamienny sen, w który zapadł wcale go nie zdziwił po przebudzeniu. Nie wiedizał która jest godzina, ale za oknem robiło się już ciemno. Odkorkował alkohol i wypił sporą jego część. Dobra, ale może coś za ząbek wrzucimy? pomyślał. Zamknął pokój na klucz, który zostawiła mu żona karczmarza zwana Helgą, Nikolajowi przeszło przez umysł, że jej rodzice musieli mieć dziwne poczucie humoru. Idąc ospale schodami lustrował całą okolicę. Zauważył Ociana...

Mogul:
Przez ten czas Ocian zjadł już połowę udźca, który swoją drogą był wielki, zrobił parę łyków czystej, przy czym przegryzł kilka ogórków i większą część przepysznego, świeżukiego chleba. Gdy zauważył Nikolaia, uśmiechnął się do niego, z buzią pełną żarcia, tworząc dwie pokaźne kule w polikach. Czekał aż do niego podejdzie.

Elrond Ñoldor:
- Oho, ucztujemy - powiedział i rozwalił się na przeciwległym krześle. W karczmie robiło się coraz tłoczniej. Był wieczór, większość ludzi pozamykała swoje dobytki i uciekając od harmideru domostwa i, nie dajcie bogowie, tuzina pociech, zabawiała się w karczmie, przy piwie i muzyce. Krągła kelnereczka, zapewne córa albo synowa karczmarzy odebrała zamówienie od Nieśmiertelnego na pieczonego kurczaka.
- A więc? Jak Ci się widzą przyszłe zmiany?

Gunses:
//O żadnych zmianach jeszcze nie wiecie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej